Strona główna| O Nas| Skład ekipy| Nasze starty| Forum| Galeria| Artykuły| Kontakt
Mistrzostwa Świata - St. Wendel Udostępnij
Nasze starty 2010 Mistrzostwa Świata w maratonie MTB były dla mnie najważniejszym ze startów do jakich kiedykolwiek się przygotowywałem.
Ilość stresu jaki musiałem znieść w ciągu ostatniego tygodnia przed wyjazdem była tak duża, że miałem nawet problemy ze snem. Sam dziwiłem się nawet, że nie zaatakowała mnie żadna infekcja. Przy takim osłabieniu jest to po prostu kwestia czasu.

Wyjazd w piątek rano poszedł dość gładko.
Trasa mimo że dość długa poszła całkiem szybko. W okolice Essen dotarliśmy około 21 wieczorem i u taty Przemka Ebertowskiego, który zgodził się nas przenocować u sobie w domu, uderzyliśmy w zasłużony sen.
Sobota rano to pasmo tak dziwnych sytuacji, że momentami przypominały mi się słynne filmy Monty-Pythona.
Zaczęło się od braku licencji ekipy Mróz Activ Jet. Później było już tylko gorzej.
Sędziowie kategorycznie odmówili zapisów Polskiej reprezentacji ze względu na brak spodenek w kolorach narodowych. Najpierw kazali nam załatwić białe, czerwone lub biało-czerwone. Po przeszukaniu całego miasta wróciliśmy z jedna para białych lecz joggingowych.
Sędziów udało się uprosić o to żebyśmy mogli wystartować w czarnych. Rozpoczęła się walka ich zdobycie. Zaczęliśmy pytać kolarzy, którzy zapisywali się na maraton o sprzedaż bądź wymianę swoich w których akurat jechali. Sam wymieniłem Agpolowskie spodenki na czarne wyszarpane od jakiegoś Amerykanina, który do końca sadził, że ta wymiana to żart z ukrytej kamery.
Po tak stresującym dniu, dla mnie kolejnym z rzędu, udaliśmy się na spoczynek. I w tym momencie puściły mi już wszelkie obawy. Jednak start w MŚ będzie możliwy. Cieszyłem się tak, że aż rozbolała mnie głowa. Za chwile również brzuch. Czułem się dość słabo. Ostatnia noc przed startem to już męki. Ciągle wstawałem do łazienki z zamiarem wymiotów. Bolący brzuch nie pozwalał zasnąć.
Rano wstałem z samopoczuciem przypominającym wielkiego flaka. Zjedliśmy śniadanie i troszkę odżyłem. Do czasu startu czułem się już troszkę lepiej. Nie było nawet mowy o odpuszczaniu. Zostałem rozstawiony jako ostatni. Nastawiało mnie to pozytywnie bo wiedziałem, że już gorzej być nie może :)
Start był dość mocny. Każdy z zawodników ciągnął do przodu żeby nie zerwać się z ogona peletonu. Udało mi się przepchnąć troszkę bliżej środka stawki. Tempo było dość mocne ale nie męczyło mnie. Jechałem razem z Bartkiem Banachem widząc niedaleko Roberta jadącego w peletonie przed nami. Starałem się dawać niezbyt mocne zmiany w naszym peletonie. Ciągłe ataki i mocne tempo nastrajały mnie dość dobrze bo żaden z nich nie był tak mocny żeby mnie zmęczyć. Po jakiś 7 kilometrach postanowiłem sięgnąć po pierwszego żelka. Wciągnąłem i od razu poczułem ukłucie w brzuchu. Prawdopodobnie była to jakaś reakcja bolącego żołądka na jakikolwiek pokarm. Jechałem tak jeszcze 5-10 minut i zwymiotowałem po raz pierwszy. Od razu odpadłem z tej grupki i starałem złapać się następnej. Jechałem z dwoma zawodnikami z Luksemburga. Przy dawaniu zmiany puściłem kolejnego pawia. Tym razem żółcią żołądkową zaspawałem trochę mojego roweru i koło jednego z zawodników za mną. Usłyszałem po angielsku od niego, że to pewnie dlatego, że jestem z Polski. Sądzę, że chodziło mu o to, że jako naród jesteśmy postrzegani jako zwyczajni pijacy z czerwonymi nosami. Nie specjalnie mnie to przejęło i starałem się jechać dalej. Niestety czułem się coraz gorzej. Ci dwaj zawodnicy, mimo że nie jechali mocno, zaczęli mnie powoli zostawiać w tyle.
Kłuło mnie w jelitach na tyle mocno, że im bardziej starałem się przyspieszać tym większe miałem mdłości. Zacząłem powoli odliczać zawodników, którzy mnie wyprzedzali.
Po jakimś czasie doszedł mnie Przemek Ebertowski w całkiem dobrym humorze.
Jechaliśmy chwile razem ale nie mogłem utrzymać mu koła. Po jakimś czasie osłabłem na tyle, że na płaskiej drodze musiałem zrzucić z blatu żeby w ogóle kręcić.
Musiałem nawet nieźle zblednąć ponieważ jakaś kobieta na trasie pytała mi się czy mi nie pomóc. Nie chciałem pomocy. Chciałem dojechać do mety i cieszyć się z przejechania trasy Mistrzostw Świata, która była banalna technicznie lecz z kilkoma fajnymi, krętymi single trackami.
Gdy dojeżdżałem do bufetu na 56 km naliczyłem 27 zawodników, którzy mnie minęli od czasu puszczenia koła Przemkowi. Zaczęło mnie bardzo mocno cisnąć w jelitach. Na jednym z pojazdów puściły mi zwieracze. To już był szczyt. Dojechałem jakoś do bufetu i odpuściłem.
Mogę bez wyrzutów napisać, że walczyłem do samego końca. Niestety był to mój koniec, a nie koniec trasy.
Przepraszam wszystkich, którzy we mnie wierzyli, a których zawiodłem.
Za rok postaram się powalczyć we Włoskiej Montebelunie, a za tydzień jak już zwalcze chorobę, pokaże na co mnie stać na Mistrzostwach Polski w Jeleniej Górze.

tekst: Michał Putz
Komentarze
Michal1 dnia 09 sierpień 2010 22:35:01
Nie przejmuj się, trudno, ważne że tam byłeś jako NASZ reprezentant Naszego kraju no i Naszego MIASTAsmiley następnym razem będzie LEPIE - tylko pamiętaj, że panowanie nad własnym stresem to bardzo ważny element przygotowania każdego zawodnika, bez względu na to jakiego, formatu jest.
Często zdarza się tak, że wygrywają Ci, którzy lepiej znoszą stres i jego skutki, a nie Ci którzy są lepiej przygotowani do zawodów pod względem fizycznym czy technicznym.
Ja i tak jestem pod wielkim wrażeniem Twojego osiągnięcia, jakim był już samo wystartowanie w tak prestiżowych zawodach - gratulacje.smiley

Pozdrower
Michał L.smiley
rradek1985 dnia 10 sierpień 2010 01:23:02
Pierwsze koty za płoty, teraz będzie tylko lepiejsmiley trzymam kciuki!
budyn dnia 10 sierpień 2010 19:41:40
Moim skromnym zdaniem sukces odniosłeś tak czy siak.
Pozwolę sobie na dowód zadać pytanie:
Będę mógł kiedyś sie z Tobą przejechać?smiley

pozdrawiam
Budyń
Dawid Marosz dnia 10 sierpień 2010 22:44:33
Jaz działają związki sportowe w Polsce to mniej więcej się orientowałem ale nie spodziewałem się takiego przegięcia. Ale co tam... Powodzenia w regenerowaniu sił; czasu mało ale motywacja pewnie wielka.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
22.10 - Dębówiec - Rajd
     REGULAMIN
     ZAPISY
   Najnowsze wątki na Forum
   Brak nowych Postów Gogol - Łopuchowo - 25/09/2016
   Brak nowych Postów Gogol - Stęszew 28 sierpnia 2016
   Brak nowych Postów Gogol - Czerwonak 21.08.2016
   Brak nowych Postów Gogol - Suchy Las 7.08
   Brak nowych Postów Gogol - Binguga 10.07
   Wspierają nas:
SPONSORZY


PATRONI MEDIALNI


PARTNERZY
>