Strona główna| O Nas| Skład ekipy| Nasze starty| Forum| Galeria| Artykuły| Kontakt
Podsumowanie sezonu, część IV ostatnia Udostępnij
Nasze starty 201212 sierpnia
Nadszedł czas by wkroczyć w druga połowę zmagań w Grand Prix Wielkopolski w maratonach MTB. Ponownie Suchy Las – w maju ścigałem się tu na szosie. Aura sprzyja, nastroje dobre. Na tym etapie zmagań nastawiam się głównie na generalkę. Plan to pilnować najgroźniejszego rywala. Po raz kolejny ustawiam się źle na starcie (mam nadzieję, że w przyszłym roku pojawią się sektory na obu dystansach). Na szczęście jest runda rozjazdowa szeroką, asfaltową drogą i mam czas przepchnąć się do przodu. Na podjeździe, który znam z pętli wyścigu szosowego, ktoś jadący na przełaju próbuje odjechać. Rzucam się w pogoń, mając nadzieję, że już tutaj uda się oderwać małą grupą, ale nic takiego się nie dzieje. Wjeżdżamy w teren i daję się wyprzedzić sporej liczbie rywali. Poprzedniego dnia padało i przejazd przez teren poligonu jest dość wyczerpujący. Co gorsza mam sporą stratę do liderów. Gdy ponownie wyjeżdżamy na asfalt, widzę czołową grupę kilkadziesiąt metrów przed sobą. Zbieram się w sobie i po krótkiej, intensywnej pogoni dojeżdżam. Teraz minuta, może dwie odpoczynku na kole i znów wpadamy na mokre, leśne ścieżki. Pilnujemy się. Myślę, że wszystko rozegra się na finiszu. Jednak jest inaczej. Gdy do mety jest już blisko, na zjeździe atakuje Filip Niewiada. Zna ten teren jak własną kieszeń co nie jest w tym przypadku bez znaczenia. Błyskawicznie tracę kilkadziesiąt metrów. Na piaszczystym odcinku trochę odrabiam, ale strata jest zbyt duża.



Wyjeżdżam z lasu starając się ominąć potężną kałużę i widzę, że ktoś wsiada na rower po kraksie. To Filip. Rozpoczynamy sprint na ostatnich metrach. Mijam leżące na drodze siodełko z ułamaną sztycą. Co się tu działo? :) Mimo wcześniejszego upadku mój przeciwnik jest minimalnie szybszy. Ale założenie przedstartowe zrealizowane – zachowałem prowadzenie w generalce.

19 sierpnia
Wielkie zagubienie tuż po starcie i przejazd polem kukurydzy czyli Wałcz. Ale od początku. Ekipa klubowa w licznym składzie, bo oprócz mnie Darek Łukasiewicz, Radek Jaskulski i Tomek Wachowiak + Paulina Cabanek :) oraz Marek i Kamil Makowscy. Znów tak nielubiany przeze mnie upał. Taktyka – zdobyć przynajmniej kilka sekund nad moim głównym rywalem. Naprawdę nie przypuszczałem, że walka na MINI u Gogola będzie tak zacięta.
Start i pędzimy w tumanach kurzu piaszczystą drogą. Coś mi tu nie gra, bo przed wyścigiem przejechałem początek i trasa chyba gdzieś skręcała. Niektórzy z zawodników zaczynają hamować, oglądać się, coś krzyczą. Reszta jednak gna do przodu. Po przejechaniu około 3 kilometrów strzałki doprowadzają nas znowu na start. Okazuje się, że pojechaliśmy pętlę wyścigu dla najmłodszych uczestników. Po prostu ktoś z obstawy trasy nie wskazał na czas drogi zawodnikom a strzałki ustawione przez organizatora w obu kierunkach mogły zmylić. W wyniku tego zajścia zawodnicy z czołówki z ponad 6-minutową stratą i nadrobionymi kilkoma kilometrami wjeżdżają na właściwą trasę.
Myślę, że już po wyścigu ale nigdy nic nie wiadomo. Jedziemy z Tomkiem w grupce, którą prowadzi Bartek Bejm. Jest też Filip Niewiada. Jest jak mój cień i pewnie to samo myśli o mnie. Szybko zaczynamy doganiać tyły grupy, która pojechała właściwą trasą. Niby jest gdzie wyprzedzać ale i tak robi się zamieszanie. Nasza grupa dzieli się. Skupiam się na pilnowaniu Filipa, cały czas mają z tyłu głowy myśl, że i tak nie będzie istotnych punktów do klasyfikacji końcowej. W końcu doganiam i wyprzedzam Darka. Ścieżka prowadzi teraz przez pole kukurydzy i jest dość zdradliwa. Na jednym z zakrętów mijam Marka, który wypadł z trasy. Zaraz później dopada mnie pech. Słoma czy trawa wkręcona w kasetę praktycznie uniemożliwia mi jazdę na najdogodniejszych przełożeniach. Zauważa to Filip i próbuje uciekać. Gonię za nim na przeskakującym łańcuchu, czekając aż tryby się oczyszczą. W końcu się udaje a strata na szczęście jest do odrobienia. Znów jedziemy małą grupką, ale na stromym podjeździe Filip znów odskakuje. Mam mały kryzys i chwilę trwa zanim wracam do dobrego tempa. Po kilku kilometrach doganiam jakąś grupę. Jedzie w niej... Filip. Zabawa zaczyna się od początku. Teraz to ja próbuję odskoczyć. Częściowo się udaje, ale kilku rywali wciąż mam za plecami. Ostatnie kilkaset metrów, atakuje Filip. Myślę o stracie z początku wyścigu, której na pewno w całości nie odrobiliśmy. Odpuszczam. Tym samym popełniam błąd. Dlaczego? Po wyścigu zostają zgłoszone protesty. Sędziowie (w porozumieniu z organizatorem) uznają je. Jestem drugi w kategorii (niby fajnie), ale tracę klika cennych sekund, które miałem odrabiać. Wstyd przyznać, ale przekalkulowałem. Analizując wyniki stwierdzam, że jeśli nie wygram ostatnich edycji (najlepiej ze sporą przewagą), to mogę pożegnać się z wygraną w całym cyklu.

8 września
Nie pierwszy raz Radek mi to robi: namawia na wyścig, na który potem nie może jechać :) Tak było też z kryterium w Luboniu. Impreza typowo amatorska, tak mi się przynajmniej wydaje. Przyda się małe „przepalenie” przed ważnym, jutrzejszym startem. Na miejscu okazuje się, że łatwo na pewno nie będzie. „Miało nikogo nie być” a tymczasem: Mateusz Mróz, Mateusz Rybczyński, Michał Górniak oraz Przemek Wegner i inni z Garchemu. Będzie się działo.
Ruszamy po pętli wytyczonej osiedlowymi uliczkami prowadzeni przez policyjny motocykl. Pierwsza runda jest spokojna nie licząc zrywu tuz po starcie. Na chwilę opuszczam głowę i słyszę huk przewracanych barierek ochronnych. Dziwne, bo aż tak nie wieje. Chwilę trwa zanim dociera do mnie co widzę. Przyczyną zamieszania jest policjant na motocyklu, który zamiast skręcić, wjechał prosto w barierkę. Jedziemy dalej, a organizator wypuszcza przed nas samochód na kolejnej rundzie.



Wkrótce następuje atak i nasza grupa dzieli się. Jadę w drugiej grupie próbując gonić, ale tempo liderów jest bardzo mocne. Na tyle mocne, że od czołówki odpada kilku zawodników, w tym Mateusz Rybczyński, których doganiamy. Z przodu zostali już tylko Mateusz Mróz i Michał Górniak i to oni powalczą o zwycięstwo. Mimo że nie mam finiszu, próbuję załapać się na podium. Niestety brakuje mi szybkości. Trochę szkoda, ale myślami jestem już w Kole.

9 września
Do Koła jadę z postanowieniem: żadnych kalkulacji. Jeśli mam wygrać generalkę u Gogola, to muszę tutaj wygrać ze sporą przewagą nad Filipem. Porządnie się rozgrzewam i pilnuję by mieć dobre miejsce w sektorze. Startuje z nami Radek Tecław, który po przerwie wraca do ścigania. Będzie kogo gonić, przynajmniej przez jakiś czas :) Ruszamy.



Trzymam się blisko czuba starając chować się przed wiatrem. Tempo bardzo mocne od początku. Widzę jak Tecek przesuwa się do przodu i jeszcze podkręca. Odrywa się mała grupka. Staram się dospawać mając nadzieję, że Filip zostanie gdzieś z tyłu. Po krótkiej pogoni jestem w grupie liderów, ale coś jest nie tak. Jadący na przedzie gwałtownie hamują. Cudem udaje mi się uniknąć kraksy. Okazuje się, że prowadzący nas motocyklista pomylił trasę i zawraca. To jakiś koszmar, myślę, szukając wzrokiem „wiadomo kogo”. Na szczęście strata nie jest zbyt duża, coś w okolicach 500 metrów. Wracamy na właściwą trasę wbijając się w „tłum” słabszych zawodników. W tym zamieszaniu nie widzę już najgroźniejszych rywali. Wyprzedzam krzycząc ciągle: „prawa moja, lewa moja, środek”. W końcu wyjeżdżamy na bardziej odkryty i pofałdowany teren. Jest zdecydowanie „luźniej” i wyprzedzam kolejnych zawodników. Znów jestem w „mojej” grupie. Po płaskim początku, trasa robi się bardziej wymagająca. Mam dobry rytm i zaczynam narzucać tempo. W pewnym momencie orientuję się, że zyskałem małą przewagę. Decyzja może być tylko
jedna – atakuję. Dojeżdżam do miejsca gdzie droga zakręca na wiadukt. Na górze jest już ktoś w stroju Hondy – to musi być Przemysław Mikołajczyk. Po chwili sam już jestem na pojeździe. Widzę stąd, że Filip próbuje mnie gonić, podobnie jak reszta grupy. Raz po raz sprawdzam co dzieje się za moimi plecami. Ktoś odskakuje od grupy i mnie dogania. To Marcin Dopierała. Po chwili jedziemy już razem, co najważniejsze, powiększając przewagę nad resztą. Mamy dobre tempo i doganiamy Przemka, który stracił trochę czasu myląc drogę. Teraz jedziemy jeszcze szybciej. Za nami nie widać już nikogo. Trzeba tylko uważać na strzelające spod kół gałęzie. Jedna z nich pechowo trafia Przemka w twarz, na tyle mocno, że powoduje jego upadek na zjeździe. Znów jedziemy w dwójkę, ale Marcin szybciej ode mnie traci siły. Końcowe kilometry praktycznie ciągnę go na kole. Na metę wpadamy prawie równocześnie. Przed nami ukończył tylko Tecek. Teraz już tylko czekam na Filipa. Jaka będzie przewaga? Już widzę kilkuosobową grupę w tumanach kurzu przekraczającą metę. Dwie minuty. Wystarczy. Wygrałem cykl.

16 września
To taki moment, kiedy myślę pomału o zakończeniu ścigania w tym roku. Najważniejsze starty za mną, nie ma już takiego „ciśnienia”. Wypada jednak pokazać się w Pile, na wyścigu ze startu wspólnego.



Na początek runda zapoznawcza i start ostry. Jest bardzo nerwowo i czuję, że to tylko kwestia czasu, nim dojdzie do kraksy. Tak też się dzieje. Przy prędkości około 50 km/h ktoś upada w samym środku peletonu. Dochodzi do potężnej kraksy z udziałem co najmniej kilkunastu zawodników. Na szczęście udaje mi się wyhamować i uniknąć niebezpieczeństwa. Odtąd jakby spokojniej, ale też grupa uszczuplona. Trasa wyścigu jest dość interwałowa ale nie mam „nogi” żeby próbować jakiejś solidnej akcji. Staram się nie odpaść z topniejącego peletonu, przed którym jedzie kilkuosobowa ucieczka. Kilkaset metrów przed metą kończy się niewielki podjazd. Czuję się w miarę dobrze na ostatniej rundzie i decyduję się na skok. Chyba nikt się tego nie spodziewał, bo szybko zyskuję 30-40 metrów nad resztą. Ale do mety jeszcze dobre kilkaset metrów i moja przewaga zaczyna topnieć. Doganiają mnie na ostatnich 100 metrach. Cóż, przynajmniej próbowałem. Może kiedyś się uda :)

23 września
Łopuchowo - czyli ostatnia edycja tegorocznego cyklu wielkopolskiego Grand Prix MTB w maratonie. W klasyfikacji generalnej mam już spokój, ale wypada się jeszcze pokazać z dobrej strony na sam koniec. Na miejscu jest moja „stała ekipa” z bonusami w postaci m.in. Sylwestra Swata.
Ruszamy na... wystrzał z armaty :) Początek asfaltem, trzeba uważać, bo umiejętności jazdy w grupie poszczególnych uczestników są na, delikatnie mówiąc, zróżnicowanym poziomie. Nie chcę się uwikłać w jakąś kraksę na samym początku, więc przy pierwszej okazji przesuwam się poboczem na czoło. Teraz kawałek zjazdu, ostry zakręt, mały podjazd i... w las. Od razu tempo zaczyna dyktować Sylwester. Na jego kole utrzymuje się tylko trójka zawodników. Jadę w drugiej, kilkuosobowej grupie. Po paru kilometrach tracimy liderów z oczu. Za nami też nikogo nie widać.
Konfiguracja trasy nie sprzyja samotnej jeździe i jakiekolwiek próby rozerwania grupy nie przynoszą efektu. Mniej więcej w połowie dystansu doganiamy Bartka Bejma, który nie wytrzymał tempa prowadzącej grupy. Gdy do mety zostają dwa, może trzy kilometry, następują ostatnie próby odjechania. Wszyscy się jednak mocno pilnują. Tempo coraz szybsze. Lawirując pomiędzy kałużami, myślami jestem już na ostatnim asfaltowym podjeździe. Ale podjazd nic nie rozstrzyga, bo wszyscy zachowali sporo sił. Na finiszu jak zwykle trochę się gubię. Pewnie zabrakło też determinacji. Wychodzi na to, że lepiej sobie radzę pod presją.

30 września
Dębówiec czyli najbardziej kameralna impreza sezonu. Ten niepozorny wyścig ma jednak dość długą tradycję, bo odbywa się już po raz czternasty. W tym roku będzie to właściwie rywalizacja wewnątrzklubowa. Na starcie GKKG w najliczniejszym w tym sezonie składzie. Dystans do przejechania 15 km.
Start na polnej ścieżce z lekkim wiatrem w plecy. Ruszamy. Po chwili mam już ponad 40 km/h na liczniku. Oglądam się po 300 metrach. Za mną jedzie Tomek Wachowiak, kawałek za nim Radek Jaskulski z „przyklejonym” do koła Kamilem Makowskim. Reszta traci już nieco więcej. Trzymam mocne tempo licząc, że Tomek dojedzie, ale nie chcę dopuścić do zjechania się całej czwórki. Oglądam się jeszcze kilka razy i stwierdzam, że Tomek zaczyna do mnie tracić, z drugiej strony nadrabiając nad Radkiem i Kamilem. Podejmuję decyzję, że jadę sam. Staram się jechać równo, budując bezpieczną przewagę. Tomka widzę już tylko na dłuższych prostych odcinkach. Teraz walczę już tylko z czasem. Przekraczam linię mety mieszcząc się w 30 minutach. Przyzwoicie. Tomek przyjeżdża po dłuższej chwili. Teraz czekamy na finiszujących Radka i Kamila. Radek jest lepszy na ostatnich metrach. W ten oto sposób kolejny Dębówiec przeszedł do historii :) Mam tylko nadzieję, że w przyszłym roku wyścig będzie miał znacznie liczniejszą obsadę.

6 października
Tor Poznań po raz drugi w sezonie 2012. To też ostatni wyścig tego sezonu. Pogoda taka sobie, ale czego się tu spodziewać w październiku. Założenia taktyczne: przejechać spokojnie w grupie i szukać szansy do ucieczki w drugiej połowie dystansu.



Tyle teoria. Zaraz po starcie uciekam. Trwa to przez pół okrążenia toru i... po akcji. Jadąc w peletonie staram się nie pogubić, bo jest sporo tasowania. To raczej nie mój dzień. Zresztą nigdy tutaj nie pojechałem dobrego wyścigu. Pogoda się psuje, zaczyna lekko padać. Jest parę upadków. Ja też tracę przyczepność w jednym z zakrętów ale udaje mi się wybronić. Jest zimno, wieje i pada. W myślach odliczam kilometry do końca. Na szczęście wyścig należy do krótszych. Finisz po płaskim to nie moja bajka. Dojeżdżam w zasadniczej grupie. Liczyłem na więcej, ale zabrakło tym razem sił (i trochę też motywacji).

Tak oto przedstawia się moje obszerne podsumowanie sezonu 2012. Sezonu mimo wszystko udanego, choć w założeniach miało to wyglądać zupełnie inaczej. Nie ma jednak co rozpamiętywać. Trzeba skupić się na przygotowaniach do nowego sezonu. Wbrew pozorom nie pozostało zbyt wiele czasu.
Z kolarskim pozdrowieniem.

tekst:Dawid Marosz
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
22.10 - Dębówiec - Rajd
     REGULAMIN
     ZAPISY
   Najnowsze wątki na Forum
   Brak nowych Postów Gogol - Łopuchowo - 25/09/2016
   Brak nowych Postów Gogol - Stęszew 28 sierpnia 2016
   Brak nowych Postów Gogol - Czerwonak 21.08.2016
   Brak nowych Postów Gogol - Suchy Las 7.08
   Brak nowych Postów Gogol - Binguga 10.07
   Wspierają nas:
SPONSORZY


PATRONI MEDIALNI


PARTNERZY
>