Wypad do Wielkopolskiego Parku Narodowego
Dodane przez thomson dnia 14 kwiecień 2005 21:45:29
Dnia 10.IV.2005 r grupa "cross country" wybrała się na przejażdżkę po Wielkopolskim Parku Narodowym. Wyjazd był wcześniej wielokrotnie przekładany i dało się już słyszeć głosy zwątpienia, czy aby na pewno się odbędzie...
Dopieliśmy jednak swego i siedem osób stawiło się w niedzielny poranek na dworcu PKP: Spidi, Dany, Stówa, Herkules, Predator, niżej podpisany i nasz nowy kolega Sebastian (mamy nadzieję że będzie nam towarzyszył częściej). Trzeba przyznać że jeszcze przed odjazdem pociągu zmroziło nam krew w żyłach na widok "Stówy", który
pojawił się w krótkich spodenkach. W związku z tym że temperatura oscylowała w granicach 3-4 stopni celsjusza, słuszność jego decyzji pozostawiam czytelnikom...
Pociąg w końcu podjechał i zabraliśmy się za mozolne upychanie rowerów w "przestronnych" wagonach naszej kolei. Mieliśmy to szczęście że w zasadzie cały wagon był do naszej dyspozycji. Po godzince jazdy, napełnieniu bidonów, tudzież żołądków - śniadankiem, wysypaliśmy się na głównym w Poznaniu. (w tym
miejscu pragnę podziękować kolegom, Spidiemu i Herkulesowi za usprawnienie mojego roweru w trakcie podróży baną...Ja Wam jeszcze pokaże:-)
Dobra, jedziemy!!! Krótki przejazd ulicami Poznania (o tej godzinie w niedzielę, praktycznie pustymi), i wjeżdżamy do doliny Warty. Droga od tej chwili wije się bardzo malowniczo, racząc nas swym urokiem przez dobre 18km.
Jedziemy wolnym tempem zatrzymująć się co chwilę aby wykonać parę fotek...
Po minięciu Lubonia i Puszczykowa wjeżdżamy na czerwony szlak który zaprowadzi nas do samego serca WPN, jeziora Góreckiego. Początek szlaku wita nas całkiem stromym podjazdem zmuszająć nas do wykorzystania 22 zębów z przodu... Później troszkę asfaltu, uzupełnienie płynów w przydrożnej budce gastronomicznej i stromy ale krótki zjazd nad jezioro...
Od tej chwili jest naprawdę pięknie. Na swojej drodze mamy wszystko: zjazdy, podjazdy, trawersy, wąskie techniczne ścieżki, szerokie leśne szutrówki. Wszystko czego dusza zapragnie:-) Lodowiec kształtująć tam teren pozwolił nam na osiągnięcie bez mała 60km/h, na wszelakich najeżonych korzeniami i kamieniami zjazdach... Możemy poczuć wreszcie wiatr we włosach!!! (ukłon w stronę producentów kasków rowerowych) Niestety pod koniec pobytu w Parku, Herkules zdążył jeszcze złapać gumę i od tej chwili musiał co jakiś czas pochylać się nad pompką(ach te niezawodne antyprzebiciówki:))
Po przejechaniu blisko 90 km w tym terenie jesteśmy solidnie zmęczeni ale bardzo zadowoleni. W planie mielismy jeszcze odwiedzić dęby rogalińskie ale czas odjazdu pociągu zbliżał się nieubłaganie i musieliśmy z tego zrezygnować... Następnym razem zajrzymy tam na pewno!
Droga powrotna przebiega w większości znanym nam już szlakiem. Ci co mieli więcej siły pognali przed siebie nie oglądająć się na innych. Każdy swoim tempem i wyznaczoną przez siebie końcówką trasy "kulał" mozolnie na dworzec, mijając bikerów startujących w tym dniu w wyścigu w Puszczykowie...
Po dojechaniu na dworzec okazało się że brakuje "niezawodnego" Stówy, który summa summarum nie zdążył na pociąg i nie pozostało mu nic innego jak czekać na następny...
Na dworcu w Gnieźnie mieliśmy jeszcze do czynienia z jakże bystrymi SOK-istami, po czym każdy z nas mając na myśli tylko jedno słowo: prysznic, pognał co sił do domku...
Następnego dnia zaczęliśmy już organizować kolejny wypad. Jesteśmy pewni że, będzie nie mniej udany!
autor: Budyń

Zobacz fotki z wypadu >>