Carrickatober - Ireland part II
Dodane przez budyn dnia 03 luty 2007 22:01:55
Po d³uuuugiej przerwie spowodowanej chorob± i niespodziewan± wizyt± w ojczy¼nie, nadszed³ czas kolejnego wypadu. No i wreszcie bo ju¿ nie mog³em patrzeæ jak siê rower w kuchni „marnuje”.

Gór tu w okolicy mnogo wiêc nie wiedzia³em na co mam siê zdecydowaæ. Wybór pad³ na trzy bli¼niacze szczyty: Raven’s Rock, Carrickatober i Burnt Rock – odpowiednio 318, 344 i 319m n.p.m. Po³o¿one w odleg³o¶ci oko³o 5km od mojej chatki wiêc jakby powiedzia³ mój szef: handy. Jak zwykle sprawdzi³em co mnie czeka i naprêdce wyliczy³em ró¿nice wzniesieñ planowanej trasy. Ponad 400m w górê. PKP (tego skrótu nie bêdê rozwija³).

Dzieñ wcze¶niej zaopatrzy³em siê w jedzonko na drogê, wiêc mog³em pospaæ d³u¿ej. Z Polski przytacha³em równie¿ pompkê do amorów. Ustawi³em dampera pod te swoje 65kg:) ¿ywej wagi i oczekiwa³em jutra.

Dobra. Wstaje. Uuu ciê¿ko wstaæ, co to bêdzie dalej… Rzut oka przez okno i ju¿ wiem ¿e wczorajsze prognozy zapowiadaj±ce pe³ne s³oñce mo¿na sobie o kant rozbiæ. Nic to. Wychodzê przed dom do¶wiadczalnie sprawdziæ temperaturê i ju¿ wiem ¿e ciep³o nie jest. Ubieram siê, pakujê pierdo³ki do plecaka i w drogê.

Pocz±tkowe 5km to przeprawa przez miasto wzd³u¿ wij±cej siê bardzo ³adnie rzeki: River Suir. Jako ¿e pogoda kiepska (na szczê¶cie nie pada!) odk³adam strzelanie fotek na drogê powrotn± licz±c ¿e poka¿e siê lampa.
Przelatuje przez bardzo w±ski mostek ocieraj±c siê dos³ownie kierownic± o karoseriê auta jad±cego z przeciwka.

Jestem u podnó¿a. No to zaczyna siê. Ma³a z przodu i…. do przodu!
Parê wizyt w klubie fitness i przeja¿d¿ki na stacjonarnym rowerku robi± swoje. Sza³u ni ma ale ju¿ siê nie duszê jak podje¿d¿am. To pozwala mi wierzyæ ¿e na wiosnê ju¿ siê w miarê rozje¿d¿ê. Oby.

Widoczek


Jako ¿e mam ju¿ si³ê trzymaæ g³owê w pionie, obserwujê otoczenie. Niestety oprócz braku s³oñca, nad zielon± wysp± wisi gêsta mg³a, zostawiaj±c widoczno¶æ na jakie¶ 500m. Upajanie widokami zostawiam zatem na bli¿ej nieokre¶lon± przysz³o¶æ.

Heavy fog



Dzieñ wcze¶niej za³o¿y³em ¿e je¶li nachylenie terenu nie pozwoli mi podjechaæ nie bêdê podprowadza³ tylko zsi±dê z roweru i poczekam na unormowanie pulsu. Tak te¿ robiê.
Zdziwiony jestem o tyle ¿e wcale nie potrzebujê a¿ tylu przystanków. Jest git.

W oddali moja wiocha



Po dobrej pó³torej godzinie jestem pod szczytem. Niestety na dok³adny wierzcho³ek nie jestem w stanie siê dostaæ – teren prywatny. Podobna sprawa na pozosta³ych szczytach. Po kiego grzyba to ogrodzili pozostanie ich tajemnic±…
Na domiar z³ego g³ówny szlak zastawiony jest przez dwa p³oty. Na ³eb dostali. Móg³bym to obej¶æ ale mi siê nie chcê.

..i wszystko w pompce..


Delikatna zmiana trasy i ¶migam dalej. Z mapy wynika ¿e od tej chwili bêdzie g³ównie w dó³. No i chwa³a Bogu.
Aha, na podjazdach bardzo czêsto korzysta³em z blokady dampera. Muszê przyznaæ ¿e to rozwi±zanie nie jest g³upie.

Dobra. Zapinam kurtalê, okulary na nos i hulaj dusza. Uprzedzê fakty: Zjazd mia³ oko³o 7km.
Na pocz±tku dosyæ ³agodne opadanie, zdarza siê ¿e muszê czasem dokrêciæ. Po paru kilometrach wypadam zza zakrêtu i normalnie kopara na ziemi. Prosto w dó³! Ja mam tam zjechaæ? No ba. Po kilkudziesiêciu metrach na liczniku 45km/h. Peda³ów nie „dotykam”.
Jeszcze kawa³ek i dobijam do 55. Kamienie wielko¶ci piê¶ci lataj± mi ko³o g³owy. No i piêknie… Do czasu! Jakie¶ 30 metrów przede mn± zwalone drzewo. Szybka decyzja: drogi nie znam, sezon d³ugi. Pierniczê. Hamujê. Wyci±gam palce na klamki i w tym momencie prawa rêka zsuwa mi siê za spraw± wspania³ego wynalazku jakim jest dual control. Super. Z braku czasu ca³e hamowanie wykonujê na przodzie.. Uda³o siê.. Spoci³em siê bardziej ni¿ na podje¼dzie.. W sumie to wina bardziej moja ni¼li shimano ale by³o nie by³o – zawiod³y. ¯eby by³o ¶miesznie to oponki Scotta na zjazdach s± okropne. Zero panowania. Lec± do wymiany.

Droga do Boga

Nie ma dymu bez ognia




Reszta zjazdu to ¶redniej trudno¶ci teren na którym pomykam oko³o 40-45km/h. Fajne zakrêty powoduj± ¿e mogê popracowaæ nad balansem cia³a. Pe³en wra¿eñ i emocji kulam do miasta. Po drodze pykam „brakuj±ce” zdjêcia i z pomoc± banana docieram do domku.

Old Bridge

Suir River




Wypad udany. 40km z czego wiêkszo¶æ pod górê. Max 55km/h. Czas w siodle 3h.
Dzisiaj tak naprawdê doceni³em fulla. Na zjazdach wszystkie muchy mia³em na zêbach. Po prostu rado¶æ z jazdy. Na podjazdach po w³±czeniu blokady te¿ nie jest ¼le. Opony jak ju¿ mówi³em do wymiany w najbli¿szym czasie. Dualowi Control dajê jeszcze jedn± szansê ( tylko dlatego ¿e ewentualna wymiana bêdzie droga:))

Trzymajcie siê i do nastêpnego razu!!!