Bike Park - Ballyhoura Mountains
Dodane przez budyn dnia 05 maj 2008 22:36:24
.)

Ekipa

Swieto konstytucji uczczone. I to jak! Zapowiadane przeze mnie wczesniej nowo otwarte singletracki w Ballyhoura Mountains wreszcie sprawdzone. Uprzedzając fakty – megawypas.
Kilka postow na forum dzien wczesniej i o 10 rano jesteśmy na miejscu. Samochod nr1 Rob i Andrzej. Samochod nr 2 – Eamon. Samochod nr3 – legenda gnieźnieńskiego klubu – Budyn. Parking obszerny. Do minusow jednym chorem zaliczamy calodobowa oplate w wysokości 5e. Już na pierwszy rzut oka wszystko wyglada profesjonalnie. Wycieli ladny kawalek lasu i wstawili tam obiekt, nazwijmy to, sanitarny. Na miejscu po skończonej jezdzie można wziąć prysznic. Ile kosztuje nie wiem, nie korzystaliśmy. Szlaki oznaczone bardzo profesjonalnie. Nie ma możliwości zgubienia się (chyba ze Stówa hehe – w tym miejscu pozdrawiam).

Teraz jak to wyglada w praktyce. Jest piec petli. Kazda oznaczona innym kolorem. Od 5 do 49km. Petle po czesci się pokrywaja wiec aby pokonac najdluzsza sila rzeczy robimy tez najkrotsza. Duzo gadania a najlepiej jak lukniecie na te mapke autorstwa Roba

MAPKA

Po krótkiej rozmowie z chłopakami okazuje się ze jest tam 91km singli wybudowanych kosztem, uwaga: 2,5 mln Euro! Wypakowujemy rowery (mój lezy w bagażniku rozłożony na czesci pierwsze) i ruszamy na start. Przez te 15 minut zjechalo już się kilkanaście aut wypelnionych po brzegi bikerami. Początek dosc latwy technicznie ale na singlach nie byłem od czasu Karpacza i…. i nie wspominam tego mile (gleba). Generalnie single prowadza w dol a podjeżdża się szerokimi szutruwami. Im dalej w las tym single robia się szybsze i węższe. Zabawa na całego. W miejscach gdzie teren jest bardzo podmokly porobili nortszory. Thomson już je komentowal mianem „dla matek karmiących” ale od siebie powiem ze pokonuje je się na dosc sporej prędkości i wtedy się jakby węższe robią hehe.. Udało mi się również złapać kapcia spowodowanego kolcem akacji... Na szczescie dętkę zmienic umiem.
W sumie pokonaliśmy „tylko” 32km ale zabawy było co niemiara.( lekko skróciliśmy białe kółko) Nastepnym razem planuje pokonac największa petle.. Podobno trzeba liczyc na to 4-5h..
Po powrocie na parking okazuje się ze aut jest już chyba ze setka. Przez chwile poczułem się jak w Polsce przed maratonem. Jeszcze tylko oplukanie roweru kompresorem ( znowu kasują hehe ) i umawiamy się na kolejny raz..

Niestety nie zabralem przez roztargnienie aparatu wiec wszystko co mogę wam pokazac to te filmiki nakrecone przez lokersów. Lepszy rydz niż nic..

Keep on rockin’ In the free World!!!