Skandia Maraton Bielawa
Dodane przez thomson dnia 18 maj 2009 22:13:46
17 maja odbyła się III impreza z cyklu Skandia Maraton. Tym razem rywalizacja miała miejsce w Bielawie. Wśród uczestników nie zabrakło reprezentantów GKKG i AGPol Team`u.
Relacja by LosMisiakos :
Bielawa przywitała nas słoneczna pogodą i dobrym ciśnieniem więc byliśmy wszyscy w dobrych nastrojach. Troszkę błotka jednak pozostało po wczorajszych opadach ale ogólnie zapowiadał się piękny wyścigowy dzień...(czytaj więcej)

Fotki w GALERII

Rozszerzona zawartość newsa

  Bielawa przywitała nas słoneczna pogodą i dobrym ciśnieniem więc byliśmy wszyscy w dobrych nastrojach. Troszkę błotka jednak pozostało po wczorajszych opadach ale ogólnie zapowiadał się piękny wyścigowy dzień.
  Po dopełnieniu wszelkich formalności organizacyjnych, gotowi do walki ustawiliśmy się w sektorze startowych. Miłym zaskoczeniem była pozycja tuż obok najlepszego polskiego maratończyka MTB w Polsce – Andrzeja Kajzera.
  Krótki wstęp spikera oraz sędziego i jedziemy. Pierwsze kilometry trasy wiodły rundą honorową po mieście Bielawa. Jak dla mnie był to najcięższy z odcinków, gdyż nabuzowani adrenaliną kolarze zamiast jechać spokojnie w grupie przepychali się chodnikami, wciskali na przysłowiowego chama klnąc przy tych manewrach niczym rodowici szewcy. Było kilka naprawdę groźnych sytuacji i kilka wypadków. Wszystko uległo zmianie gdy skończył się rozjazd a rozpoczął wyścig. Ruszyliśmy rozpędzonym do 50km/h peletonem. Przez pierwsze kilometry byłem dość daleko z tyłu. Nie lubię się pchać. Wole walkę w górach bo tu nie ma szachów jak na płaskich maratonach więc gdy tylko rozpoczęły się pierwsze podjazdy od razu wyprzedziłem wszystkich krzykaczy z szewskich rodzin i parłem ostro do przodu tak by być blisko Andrzeja Kajzera. Gdy dojechaliśmy grupą około 20-30 osób do ostrych terenowych podjazdów Andrzej zrobił rzecz niebywałą. Realizator sportowy nazwałby to pewnie śmiałą ucieczką , ja napisze, że on po prostu pojechał. My staliśmy czy też człapaliśmy się pod górę, a on jechał. Podjazd był dość długi. Miejscami stromy ale nie było co redukować przerzutek. Luźne kamienie czasami dawały się we znaki. Noga co prawda nie była świeża i odczuwałem skutki sobotniego treningu ale widząc przed sobą tylko trzech kolarzy łącznie z Kajzerem stwierdziłem że nie jest tak źle. Koniec podjazdu. Dwa szybkie zjazdy i czuje że nogi powoli dochodzą do siebie. Troszkę się oszczędziłem więc od razu dojechali mnie chłopaki z Corratecka: Lonka, Maciejewski, Tecław, który wcześniej miał upadek i Rosjanin Gogolev. Dojechaliśmy tą grupką do podjazdu. Czułem w kościach, że będzie długi. Włączyła mi się lampka ściganie i daje pełen ogień. Pięć minut oglądam się za siebie… Jedzie tylko rusek. Mocny jest myśle. Ni stąd ni z owąd poprawia moje odejście. Próbuje złapać się koła ale nie daje rady. Od tego momentu jadę sam praktycznie tak do mety. Rozpoczynają się zjazdy. Nie są strome więc oszczędzam klocki hamulców. Później już tylko pola, zakręty skrzyżowania i powoli dojeżdżam do górki, na której dzień wcześniej ścigali się czołowi zawodnicy MTB w Polsce. Meta niedługo –myślę. Dwa ostatnie podjazdy okazały się nie takie strome jak to wszyscy mówili. Wjeżdżam ze stojaka po pierwsze dlatego, że bolą mnie plecy po drugie było tam naprawdę sporo wiwatujących kibiców, więc pokazuje, że jeszcze mogę. Zjazd, zakręt i meta.
Nie było jednak tak źle. Dojechałem dwie minuty po Rosjaninie z czasem 2:11:33 .Krótka pogawędka z Radkiem Jaskulskim, który był 3 na mini. Woda do oporu. I czekam na chłopaków.
Pierwszy zjawia się Piotrek z rozwalonym mechanizmem korby i niedziałającą tylnią przerzutką wynik Medio 2:50:02h - 39 w M2.
Patryk w sumie nie wiele po nim na Grand Fondo z wynikiem 3:47:54 - 13 w M2.
Łukasz - następny na najdłuższym dystansie 3:56:14 - 16 w M2.
Na szarym końcu doczłapał się nasz najmłodszy zawodnik Tomek przechodzący dzień wcześniej grypę żołądkową. Wynik Medio 4:00:54.
  Ogólnie rewelacji nie ma. Wynik drużyny 1667 pkt. i piąte miejsce.

Teraz ostre przygotowania do Maratonu w Gnieźnie. Jest to jeden z priorytetów więc będzie ostro.

Do zobaczyska.
Los Misiakos
Fotki w GALERII