Mistrzostwa Polski Masters - Piekoszów
Dodane przez thomson dnia 24 czerwiec 2010 20:59:03
Piekoszów koło Kielc był w minioną sobotę miejscem zmagań kolarzy szosowych walczących o tytuł Mistrza Polski Masters. Jako jednoosobowa reprezentacja AGpol GKKG startowałem w najsilniej obsadzonej kategorii Masters I (wiek 30-39 lat) na dystansie 81 km. Oto moja krótka relacja ze środka kolarskiego peletonu... (czytaj więcej)

Rozszerzona zawartość newsa
Dawid Marosz:
Piekoszów koło Kielc był w minioną sobotę miejscem zmagań kolarzy szosowych walczących o tytuł Mistrza Polski Masters. Jako jednoosobowa reprezentacja AGpol GKKG startowałem w najsilniej obsadzonej kategorii Masters I (wiek 30-39 lat) na dystansie 81 km. Oto moja krótka relacja ze środka kolarskiego peletonu.
Trasa okazała się niezbyt wymagająca, zaledwie jeden nieco dłuższy podjazd na pętli i drugi tuż przed metą oraz krótki zjazd, gdzie dokręcało się do 70 km/h. Pierwsze ataki z 70 osobowego peletonu zaczęły się już kilka kilometrów po starcie. Postanowiłem jednak nie angażować się w te próby lecz utrzymywać się z przodu grupy i skupić na pilnowaniu teoretycznie najsilniejszych przeciwników. Niestety strategia ta okazała się nie do końca skuteczna, ponieważ jedna z puszczonych ucieczek zdobyła wystarczającą przewagę aby dojechać do mety przed zasadniczą grupą. Kilkanaście kilometrów przed metą udało mi się odskoczyć od peletonu licząc na to, że ktoś odjedzie razem ze mną. Szybko okazało się, że jadę sam z przewagą kilkudziesięciu, może nawet 100 metrów. Po chwili dojechało do mnie kilku zawodników a chwilę później... cała reszta :). Nie mogę mówić o pechu, ponieważ na ostatnich kilometrach uniknąłem kraksy o centymetry omijając sunące po asfalcie sczepione ze sobą rowery. Wskutek powstałego zamieszania grupa podzieliła się na dwie mniejsze ale tylko na moment (zadziałała niepisana zasada, aby w takiej sytuacji nie atakować). Przygotowując się do finiszu walczyliśmy o miejsca poza podium, ponieważ te były już rozdane dla tych, którzy dzielnie uciekali przez większość dystansu. Meta pod górę raczej mnie faworyzuje, ale już na początku podjazdu poczułem, że „odcina mi prąd”. To była cena za aktywną jazdę przez większą część wyścigu. Tak czy owak, pierwsze Mistrzostwa Polski Masters już za mną. Liczę, że w następnych wystartujemy w liczniejszym składzie, bo kolarstwo szosowe to taki szczególny rodzaj sportu – indywidualny i zespołowy zarazem.