Red Bull Kwiat Paproci
Dodane przez thomson dnia 24 czerwiec 2010 23:07:21
Red Bull Kwiat Paproci – kiedy pierwszy raz przeczytałem o tej imprezie, która miała być całonocną imprezą na plaży połączoną z jeżdżeniem na rowerze po lesie z latarką na głowie, a wszystko to opatrzone znaczkiem Red Bulla, pomyślałem – trzeba tam być ! Jakiś czas później okazało się, że pula nagród w imprezie wynosi 20 000 zł, co spowodowało, że startem zainteresowało się wielu „ścigantów”, w tym ekipa Agpol Team. Tak powstał szybki plan wyjazdu do Sopotu... (czytaj więcej)

Rozszerzona zawartość newsa
Tomasz Góralczyk:
Red Bull Kwiat Paproci Red Bull Kwiat Paproci – kiedy pierwszy raz przeczytałem o tej imprezie, która miała być całonocną imprezą na plaży połączoną z jeżdżeniem na rowerze po lesie z latarką na głowie, a wszystko to opatrzone znaczkiem Red Bulla, pomyślałem – trzeba tam być ! Jakiś czas później okazało się, że pula nagród w imprezie wynosi 20 000 zł, co spowodowało, że startem zainteresowało się wielu „ścigantów”, w tym ekipa Agpol Team. Tak powstał szybki plan wyjazdu do Sopotu.


To co zastaliśmy na miejscu robiło wrażenie. Impreza przygotowana z ogromnym rozmachem a przy tym absolutnie perfekcyjnie w każdym detalu. Rzucę tylko kilka haseł żebyście mieli pojęcie o czym mówię : w Trójmieście na każdym większym skrzyżowaniu billboardy z plakatem imprezy, ogrodzone miasteczko zawodów, a w nim przebieralnie, prysznice, punkty masażu, ogromny namiot z bufetem, scena na plaży, relacja na żywo w internecie i na telebimach, ochroniarze i ratownicy na każdym zakręcie trasy, oświetlenie najtrudniejszych elementów trasy, transmisja w radiu, setki fotoreporterów i kamerzystów, niebieskie dywany, czerwone kanapy...
To, że Red Bull wydał na tą imprezę duuużo kasy było widać wszędzie.

Na starcie GKKG reprezentowaliśmy w cztery osoby – ja i Paweł startowaliśmy solo, a Tomek i Łukasz startowali jako zespół, czyli podczas gdy jeden jechał drugi odpoczywał. Start punktualnie o 21:02. Najpierw runda honorowa po Sopocie, a później ruszyliśmy na właściwą pętlę. Trasa w dużej części poprowadzona była gładkimi ścieżkami rowerowymi dzięki czemu pokonywało się ją dosyć szybko, ale nie zabrakło oczywiście elementów terenowych – najpierw wjazd na plaże i podbieg pod nadmorski klif, kilka singletracków w lesie z przejazdem przez drewniany mostek i jednym dłuższym podjazdem, później znowu trochę wybrukowanej ścieżki i wjazd na najtrudniejszy i zarazem najfajniejszy odcinek trasy – krętą leśną ścieżkę zakończoną bardzo technicznym zjazdem z możliwością objazdu po schodach obok. Niby łatwo i przyjemnie, ale gdy weźmiemy pod uwagę jazdę w nocy i to przez ponad 7 godzin wcale tak łatwo nie jest. Jak już wspomniałem, w najbardziej niebezpiecznych miejscach na trasie organizatorzy zainstalowali oświetlenie, ale generalnie trzeba było liczyć na swoje wyposażenie. Na szczęście moja kupiona dzień przed wyjazdem czołówka za 10zł zdała egzamin i większych problemów z widocznością nie miałem.

Na kilku pierwszych rundach na trasie było dosyć tłoczno, później ponad 200-osobowa grupa nieco się rozjechała, ale i tak praktycznie cały czas miało się kogoś przed lub za sobą. Faworyci (A.Kaiser, bracia Banach) przez całą noc utrzymywali mordercze tempo zaliczając jedno okrążenie za drugim, ale nasz zawodnik – Paweł Farion, któremu żaden dystans niestraszny, również dzielnie walczył. Ja mając za cel dotrwanie do końca jechałem cały czas równym tempem oraz robiąc krótkie przerwy na uzupełnienie węglowodanów w bufecie. Co jakiś czas wyprzedzali mnie Łukasz lub Tomek, którzy jadąc w drużynie, zmieniali się co kilka okrążeń.

Mijały godziny, a my ciągle jechaliśmy. Robiło się coraz zimniej i coraz ciemniej. Na szczęście pętla była na tyle krótka, że już po kilku okrążeniach można było zapamiętać jak jechać wszystkie kluczowe fragmenty, tak aby później, w ciemności nie obawiać się puścić hamulców i mimo zmęczenia czerpać przyjemność z jazdy.

Moja taktyka pt. „jechać swoje” przyniosła dobre efekty i mimo ogromnego jak na mnie dystansu nie czułem zmęczenia w nogach. Gorzej było z kręgosłupem i ...siedzeniem. Sił wystarczyło mi nawet na ostrą walkę na finiszu. Około godziny 4:30 ukończyłem ten niesamowity wyścig zaliczając 19 pełnych okrążeń, zajmując 48 pozycję, pokonując przy tym 136 km i ustanawiając tym samym mój nowy rekord jeśli chodzi o liczbę przejechanych kilometrów w jednym dniu, a właściwie w nocy :)

Nie zawiódł nasz czarny koń – Paweł zajął znakomite 6. miejsce i w nagrodę zainkasował 500pln. Tomek i Łukasz w klasyfikacji drużyn zajęli 9. miejsce. Zwycięzcą został Andrzej Kaiser, który zaliczył 29 okrążeń pokonując tej nocy ponad 200km. W nagrodę otrzymał 2500pln oraz nowego Citroena na dwa miesiące z ośmioma bakami paliwa do wykorzystania.

Podsumowując – niesamowita impreza i niesamowite przeżycie. Polecam każdemu !


Zdjęć nie mamy, ale możecie obejrzeć materiał filmowy zamieszczony na YouTube oraz relację Red Bulla poniżej. Transmisje z zawodów można obejrzeć 26 czerwca o 12:15 w TVP Sport.