Mistrzostwa ¦wiata - St. Wendel
Dodane przez thomson dnia 09 sierpie 2010 19:31:53
Mistrzostwa ¦wiata w maratonie MTB by³y dla mnie najwa¿niejszym ze startów do jakich kiedykolwiek siê przygotowywa³em.
Ilo¶æ stresu jaki musia³em znie¶æ w ci±gu ostatniego tygodnia przed wyjazdem by³a tak du¿a, ¿e mia³em nawet problemy ze snem. Sam dziwi³em siê nawet, ¿e nie zaatakowa³a mnie ¿adna infekcja. Przy takim os³abieniu jest to po prostu kwestia czasu ... (czytaj wiêcej)

Polecamy te¿ artyku³ na portalu mtbnews.pl >

Rozszerzona zawarto newsa
Mistrzostwa ¦wiata w maratonie MTB by³y dla mnie najwa¿niejszym ze startów do jakich kiedykolwiek siê przygotowywa³em.
Ilo¶æ stresu jaki musia³em znie¶æ w ci±gu ostatniego tygodnia przed wyjazdem by³a tak du¿a, ¿e mia³em nawet problemy ze snem. Sam dziwi³em siê nawet, ¿e nie zaatakowa³a mnie ¿adna infekcja. Przy takim os³abieniu jest to po prostu kwestia czasu.

Wyjazd w pi±tek rano poszed³ do¶æ g³adko.
Trasa mimo ¿e do¶æ d³uga posz³a ca³kiem szybko. W okolice Essen dotarli¶my oko³o 21 wieczorem i u taty Przemka Ebertowskiego, który zgodzi³ siê nas przenocowaæ u sobie w domu, uderzyli¶my w zas³u¿ony sen.
Sobota rano to pasmo tak dziwnych sytuacji, ¿e momentami przypomina³y mi siê s³ynne filmy Monty-Pythona.
Zaczê³o siê od braku licencji ekipy Mróz Activ Jet. Pó¼niej by³o ju¿ tylko gorzej.
Sêdziowie kategorycznie odmówili zapisów Polskiej reprezentacji ze wzglêdu na brak spodenek w kolorach narodowych. Najpierw kazali nam za³atwiæ bia³e, czerwone lub bia³o-czerwone. Po przeszukaniu ca³ego miasta wrócili¶my z jedna para bia³ych lecz joggingowych.
Sêdziów uda³o siê uprosiæ o to ¿eby¶my mogli wystartowaæ w czarnych. Rozpoczê³a siê walka ich zdobycie. Zaczêli¶my pytaæ kolarzy, którzy zapisywali siê na maraton o sprzeda¿ b±d¼ wymianê swoich w których akurat jechali. Sam wymieni³em Agpolowskie spodenki na czarne wyszarpane od jakiego¶ Amerykanina, który do koñca sadzi³, ¿e ta wymiana to ¿art z ukrytej kamery.
Po tak stresuj±cym dniu, dla mnie kolejnym z rzêdu, udali¶my siê na spoczynek. I w tym momencie pu¶ci³y mi ju¿ wszelkie obawy. Jednak start w M¦ bêdzie mo¿liwy. Cieszy³em siê tak, ¿e a¿ rozbola³a mnie g³owa. Za chwile równie¿ brzuch. Czu³em siê do¶æ s³abo. Ostatnia noc przed startem to ju¿ mêki. Ci±gle wstawa³em do ³azienki z zamiarem wymiotów. Bol±cy brzuch nie pozwala³ zasn±æ.
Rano wsta³em z samopoczuciem przypominaj±cym wielkiego flaka. Zjedli¶my ¶niadanie i troszkê od¿y³em. Do czasu startu czu³em siê ju¿ troszkê lepiej. Nie by³o nawet mowy o odpuszczaniu. Zosta³em rozstawiony jako ostatni. Nastawia³o mnie to pozytywnie bo wiedzia³em, ¿e ju¿ gorzej byæ nie mo¿e :)
Start by³ do¶æ mocny. Ka¿dy z zawodników ci±gn±³ do przodu ¿eby nie zerwaæ siê z ogona peletonu. Uda³o mi siê przepchn±æ troszkê bli¿ej ¶rodka stawki. Tempo by³o do¶æ mocne ale nie mêczy³o mnie. Jecha³em razem z Bartkiem Banachem widz±c niedaleko Roberta jad±cego w peletonie przed nami. Stara³em siê dawaæ niezbyt mocne zmiany w naszym peletonie. Ci±g³e ataki i mocne tempo nastraja³y mnie do¶æ dobrze bo ¿aden z nich nie by³ tak mocny ¿eby mnie zmêczyæ. Po jaki¶ 7 kilometrach postanowi³em siêgn±æ po pierwszego ¿elka. Wci±gn±³em i od razu poczu³em uk³ucie w brzuchu. Prawdopodobnie by³a to jaka¶ reakcja bol±cego ¿o³±dka na jakikolwiek pokarm. Jecha³em tak jeszcze 5-10 minut i zwymiotowa³em po raz pierwszy. Od razu odpad³em z tej grupki i stara³em z³apaæ siê nastêpnej. Jecha³em z dwoma zawodnikami z Luksemburga. Przy dawaniu zmiany pu¶ci³em kolejnego pawia. Tym razem ¿ó³ci± ¿o³±dkow± zaspawa³em trochê mojego roweru i ko³o jednego z zawodników za mn±. Us³ysza³em po angielsku od niego, ¿e to pewnie dlatego, ¿e jestem z Polski. S±dzê, ¿e chodzi³o mu o to, ¿e jako naród jeste¶my postrzegani jako zwyczajni pijacy z czerwonymi nosami. Nie specjalnie mnie to przejê³o i stara³em siê jechaæ dalej. Niestety czu³em siê coraz gorzej. Ci dwaj zawodnicy, mimo ¿e nie jechali mocno, zaczêli mnie powoli zostawiaæ w tyle.
K³u³o mnie w jelitach na tyle mocno, ¿e im bardziej stara³em siê przyspieszaæ tym wiêksze mia³em md³o¶ci. Zacz±³em powoli odliczaæ zawodników, którzy mnie wyprzedzali.
Po jakim¶ czasie doszed³ mnie Przemek Ebertowski w ca³kiem dobrym humorze.
Jechali¶my chwile razem ale nie mog³em utrzymaæ mu ko³a. Po jakim¶ czasie os³ab³em na tyle, ¿e na p³askiej drodze musia³em zrzuciæ z blatu ¿eby w ogóle krêciæ.
Musia³em nawet nie¼le zbledn±æ poniewa¿ jaka¶ kobieta na trasie pyta³a mi siê czy mi nie pomóc. Nie chcia³em pomocy. Chcia³em dojechaæ do mety i cieszyæ siê z przejechania trasy Mistrzostw ¦wiata, która by³a banalna technicznie lecz z kilkoma fajnymi, krêtymi single trackami.
Gdy doje¿d¿a³em do bufetu na 56 km naliczy³em 27 zawodników, którzy mnie minêli od czasu puszczenia ko³a Przemkowi. Zaczê³o mnie bardzo mocno cisn±æ w jelitach. Na jednym z pojazdów pu¶ci³y mi zwieracze. To ju¿ by³ szczyt. Dojecha³em jako¶ do bufetu i odpu¶ci³em.
Mogê bez wyrzutów napisaæ, ¿e walczy³em do samego koñca. Niestety by³ to mój koniec, a nie koniec trasy.
Przepraszam wszystkich, którzy we mnie wierzyli, a których zawiod³em.
Za rok postaram siê powalczyæ we W³oskiej Montebelunie, a za tydzieñ jak ju¿ zwalcze chorobê, poka¿e na co mnie staæ na Mistrzostwach Polski w Jeleniej Górze.

tekst: Micha³ Putz