Podsumowanie sezonu, czê¶æ II
Dodane przez thomson dnia 05 grudzie 2012 14:20:17
Dawid Marosz znowu nadaje. Prezentujemy drug± cze¶æ artyku³u podsumowuj±cego miniony sezon.

5 maja.
Nie mogê powiedzieæ, ¿e jestem dobrze obje¿d¿ony po górach; szczególnie w terenie. Jednak perspektywa wyjazdu do Z³otego Stoku by³a zbyt kusz±ca. Oczywi¶cie start z ostatniego sektora, ¶redni dystans. Gdzie¶ tam z przodu koledzy Tomek Wachowiak, Micha³ Ossowski i Szymon Bere¼nicki. Przekonujê sam siebie, ¿e jadê g³ównie rekreacyjnie (treningowo znaczy). Tym niemniej, chwilê po starcie za³±cza mi siê tryb ¶cigania, a tu do wyprzedzenia lekko licz±c 300 osób...
[czytaj wiêcej]

Rozszerzona zawarto newsa
5 maja.
Nie mogê powiedzieæ, ¿e jestem dobrze obje¿d¿ony po górach; szczególnie w terenie. Jednak perspektywa wyjazdu do Z³otego Stoku by³a zbyt kusz±ca. Oczywi¶cie start z ostatniego sektora, ¶redni dystans. Gdzie¶ tam z przodu koledzy Tomek Wachowiak, Micha³ Ossowski i Szymon Bere¼nicki. Przekonujê sam siebie, ¿e jadê g³ównie rekreacyjnie (treningowo znaczy). Tym niemniej, chwilê po starcie za³±cza mi siê tryb ¶cigania, a tu do wyprzedzenia lekko licz±c 300 osób.



Jeszcze na pierwszym podje¼dzie, który ci±gnie siê w nieskoñczono¶æ, mijam Micha³a. Zjazdy to dramat. Tutaj wyprzedza mnie co najmniej 20 osób. Pojawia siê jeszcze problem z siode³kiem. Na szczê¶cie szybko udaje mi siê uzyskaæ pomoc. Wyjazd z lasu na polanê, gdzie droga znów wije siê pod górê i czujê uderzenie gor±ca. Gdzie¶ tam na szczycie s± znowu drzewa, bêdzie ch³odniej. To najwiêksza motywacja. Mijam Szymona, który ma defekt (chyba zerwa³ ³añcuch). Na podje¼dzie
znowu przechodzê o dobre kilkana¶cie pozycji. Doganiam w koñcu Tomka. I znowu zjazdy, usiane kamieniami i korzeniami. Chyba wola³bym ju¿ ca³y czas pod górê, byle w miarê „normaln±” ¶cie¿k±. W dó³ tracê, pod górê nadrabiam, ale ca³y czas jedziemy z Tomkiem blisko siebie. Zosta³y ju¿ tylko zjazdy szerokimi szutrami do mety. Pêdzimy w kilkuosobowej, nieco rozci±gniêtej grupie, co¶ w okolicach 50 km/h. W pewnej chwili widzê, ¿e kto¶ przebiega przez drogê tu¿ przed pierwszym z nas. Po chwili ta sama osoba biegnie z powrotem w poprzek drogi prosto na mnie.
Wciskam „heble” ale trudno skutecznie hamowaæ po szutrze. Próbujê jeszcze skrêciæ ale jest za szybko i za blisko. Uderzenie i katapultujê siê przez kierownicê. Potrzebujê kilku sekund na otrz±¶niêcie siê z szoku. Wracam po rower sprawdzaj±c czy sprawca zdarzenia powa¿nie nie ucierpia³. Za chwilê przestanie dzia³aæ adrenalina i pojawi siê ból, wiêc wsiadam i pokonujê ostatnie kilkaset metrów. Bêd± nowe blizny do kolekcji.

13 maja
Moje pierwsze XC w tym roku. Raczej okazja do poprawy techniki, bo szansa na czo³owe lokaty znikoma. Nie czujê siê w tej dyscyplinie, co nie przeszkadza mi prawie „wepchn±æ w krzaki” klubowego kolegê Radka Jaskulskiego na samym pocz±tku wy¶cigu. Oczywi¶cie niechc±cy. Zreszt± ju¿ kiedy¶ w podobny sposób „zamkn±³em” go podczas XC w Gnie¼nie. Poza tym bez wiêkszych przygód. Pojecha³em na ile by³o mnie wtedy staæ. Dobrze, ¿e nie by³o dubla :)



19 maja
Kryterium szosowe – Poznañ Smochowice. Potê¿ny upa³, przynajmniej jak dla mnie. Nieliczna obsada w moim wy¶cigu (2 kategorie masters). Nie zmienia to faktu, ¿e wiêkszo¶æ zawodników to polska amatorska czo³ówka.
Pierwsza runda po dziurawych uliczkach w stosunkowo spokojnym tempie. Odcinek przed met± to d³uga, szeroka prosta. Jedynie tutaj nawierzchnia jest dobra. Szybko orientujê siê, ¿e niedostatecznie siê rozgrza³em, bo nie mogê z³apaæ tchu. Na pierwszy atak jeszcze udaje mi siê odpowiedzieæ. Doci±gam. Gor±ce powietrze pali mi krtañ. „Trzeba by³o zostaæ dzisiaj w domu” - my¶lê. Drugie mocne szarpniêcie i zostajê z ty³u. Przez chwilê mam kryzys i my¶lê o wycofaniu, ale rywale s± do¶æ blisko. Goniê chyba przez dwie 2-kilometrowe rundy. Udaje siê.



Teraz chwila odpoczynku na kole. Jestem w drugiej grupie. Pierwsza poza zasiêgiem, tym bardziej, ¿e nie ma u nas dobrej wspó³pracy. Punktów ju¿ nie bêdzie, ale wypada powalczyæ na finiszu, nawet je¶li o przys³owiow± marchewkê. Na pocz±tku ostatniej prostej staram siê delikatnie odskoczyæ. Nikt nie reaguje. Rozpoczynam d³ugi finisz. znów spogl±dam do ty³u. Ruszyli. Moja przewaga topnieje, ale linia mety ju¿ blisko. Uda siê. Szkoda, ¿e nie wystarczy nawet na najni¿sze miejsce na podium.



20 maja
Wa¿ny start, bo u siebie. II edycja GP Wielkopolski w maratonach MTB. Pogoda wymarzona, nastroje przed startem wy¶mienite. Nic nie zwiastuje pó¼niejszych problemów.



Muszê przyznaæ, ¿e zgubi³a mnie zbytnia pewno¶æ siebie. Albo ujmuj±c inaczej, z³a taktyka. Na pierwszym podje¼dzie wysforowa³em siê na czo³o, ci±gn±c za sob± ca³y peleton. Liczy³em, ¿e szybko zostanie tylko ma³a grupa z przodu. Chêtnych do jechania w czubie peletonu by³o jednak znacznie wiêcej, przynajmniej w tej fazie zawodów. Z uwagi na konfiguracjê trasy, zaczêli¶my te¿ po kilku kilometrach doganiaæ najs³abszych uczestników z dystansu MEGA. Konieczno¶æ ci±g³ego
wyprzedzania wyeliminowa³a z naszej grupy kolejnych zawodników. Sam te¿ w pewnym momencie siê pogubi³em, ale po krótkiej pogoni by³em z powrotem w czo³ówce. Zosta³o nas mo¿e dziesiêciu. Mniej wiêcej w po³owie dystansu, zacz±³em mieæ problemy z utrzymaniem tempa. Stopniowo traci³em dystans. Zacz±³em siê dekoncentrowaæ i robiæ proste b³êdy, co kosztowa³o mnie kolejne sekundy. Widz±c, ¿e doganiaj± mnie i wyprzedzaj± kolejni zawodnicy, odzyska³em mobilizacjê. Do mety by³o ju¿ blisko. Za blisko ¿eby odrobiæ straty. Miejsce niby niez³e (3 w
kategorii) ale jednak du¿y niedosyt.

26 maja
Suchy Las – wersja szosa. Przed wyjazdem na rozgrzewkê wybucha mi dêtka :D Có¿, lepiej teraz... Sam wy¶cig trochê jakby „pode mnie”. Kilka hopek, jeden nieco d³u¿szy i momentami sztywny podjazd, meta lekko pod górê.



Problem w tym, ¿e przed kresk± wypada siê na du¿ej prêdko¶ci z ostrego zakrêtu, wiêc faktycznie trzeba siê dobrze ustawiæ wcze¶niej, czyli na przedostatniej prostej.



Mo¿na te¿ uciec. Tak w³a¶nie próbowa³em zrobiæ. Nawet kilka razy. Zreszt± nie tylko ja. W koñcu posz³a decyduj±ca ucieczka, ale akurat wtedy by³em „zagotowany” po w³asnej próbie odjazdu. Pozosta³em w zasadniczej grupie, staraj±c siê jechaæ w miarê czujnie. Przed finiszem zrobi³o siê do¶æ nerwowo, postanowi³em nie przepychaæ siê do przodu za wszelk± cenê. Przekroczy³em metê w ¶rodku grupy, ale z poczuciem dobrego wystêpu. Czasem ju¿ tak jest, ¿e wynik nie odzwierciedla dyspozycji dnia.

2 czerwca
Pierwszy w tym roku moment kiedy powoli odechciewa mi siê ¶cigania na szosie. Mia³ to byæ mój najwa¿niejszy start w roku, tj. Mistrzostwa Polski Masters. Nied³ugo przed imprez±, zaczynaj± pojawiaæ siê sprzeczne komunikaty – okazuje siê, ¿e „prawdziwe” MP organizowane s± w pó¼niejszym terminie w innym miejscu. Zamieszanie jest takie, ¿e do koñca nie wiadomo jakiej rangi zawody maj± odbywaæ siê w ¦remie. Na zdobycie mistrza mo¿e nie liczê (chocia¿ nigdy nic nie wiadomo), ale zbieram przecie¿ punkty do Challenge'u. Efekt ca³ej sprawy: w ¦remie odbywaj± siê MP Amatorów a nie Mastersów, dodatkowo w tym samym dniu w Mied¼nie mamy MP w
je¼dzie indywidualnej na czas. Takie rzeczy tylko w Polsce :)



Obsada jak na Mistrzostwa do¶æ skromna. Jest siê jednak z kim ¶cigaæ. Trasa p³aska z przejazdem przez miasto, jest parê hopek. Pierwsza d³uga prosta, mocny, boczny wiatr. Peleton rozci±ga siê i pêka. Staram siê byæ jak najbardziej z przodu. Ogl±dam siê. Bezpo¶rednio za mn± nie ma nikogo. Jadê ostatni w czo³owej grupie, a kolejna traci ju¿ dobre kilkadziesi±t metrów. Zosta³o nas mniej ni¿ dziesiêciu. Jedziemy
daj±c mocne zmiany. Nie wszyscy wytrzymuj± tempo, które podkrêca jeszcze Arkadiusz Garczarek. Kolejna runda, znów przejazd przez miasto. Wspomniany wy¿ej kolega Arek nie zauwa¿a oznaczeñ i jedzie prosto, zamiast skrêciæ na skrzy¿owaniu. Dochodzi o kraksy, która jeszcze uszczupla sk³ad naszej grupy. Ostatnia runda. Jestem pewien, ¿e tak ju¿ dojedziemy do mety i powalczymy na finiszu. Ostatni
podjazd na kilka kilometrów przed kresk±. Nieoczekiwanie dla mnie, atakuje Piotr Patynowski. Akurat schodzi³em ze zmiany i mam problem z doskoczeniem. Staram siê jeszcze goniæ odje¿d¿aj±c± czwórkê, ale przy bocznym, niesprzyjaj±cym wietrze nie dajê rady. Doje¿d¿am na 5 miejscu.

3 czerwca
W nogach czujê jeszcze ponad 100 wy¶cigowych kilometrów z poprzedniego dnia, a wczesnym rankiem jestem ju¿ w drodze do Barlinka na kolejn± edycjê GP u Gogola. A¿ dziw, ¿e Barlinek to jeszcze Wielkopolska :) Powiem w skrócie: trasa bardzo ciekawa i jak na „p³askie” maratony do¶æ techniczna.



Za pó¼no ustawiam siê w sektorze i muszê siê przepychaæ podczas honorowego przejazdu przez miasto. Start ostry wci±¿ z kiepskiej pozycji. Mija chwila zanim doganiam Radka i Darka, którzy... le¿± w kraksie. Dla Darka by³ to szczególnie pechowy start, bo po zderzeniu z Radkiem spotyka go jeszcze...



Lepiej zaczyna mi siê jechaæ dopiero w drugiej po³owie dystansu. Nie wystarcza to jednak na odrobienie strat. Miejsce i tak niez³e – trzeci na podium.

10 czerwca
Aleksandrów £ódzki – chyba jedyny wy¶cig, o którym chcia³bym jak najszybciej zapomnieæ. Sama impreza uchodzi za presti¿ow± i dobrze zorganizowan±. Stawka na starcie, mo¿na by rzec, doborowa. Zapowiada siê ostre ¶ciganie.



Do¶æ czêsto nastêpuj± próby odjazdu. Ja te¿ próbujê. Biorê udzia³ w kilku krótkich ucieczkach. Jednak kto¶ zawsze doci±ga peleton. W koñcu skupiam siê na pilnowaniu, w moim odczuciu, jednych z silniejszych zawodników: Kamila Maja i Daniela Ch±dzyñskiego. Ale to nie oni maj± byæ dzisiaj triumfatorami.



Kilku zawodnikom udaje siê skutecznie oderwaæ. Peleton nie bêdzie walczy³ o najwy¿sze miejsce na podium. Maj±c w g³owie, ¿e wy¶cig jest zaliczany do Pucharu Polski, postanawiam powalczyæ o jak najwiêcej punktów do klasyfikacji. Wiem, ¿e konfiguracja trasy tu¿ przed finiszem sprzyja samotnemu atakowi. Jeste¶my ju¿ w mie¶cie. Ruszam na d³ugi finisz i jako pierwszy z grupy wchodzê w przedostatni
zakrêt. Za moimi plecami ma³a konsternacja. Ulica wiedzie w dó³. Dokrêcam jeszcze i ostatni raz ogl±dam siê do ty³u. Mam kilkana¶cie, mo¿e dwadzie¶cia metrów przewagi. Teraz tylko na skrzy¿owaniu w prawo i kawa³ek pod górê do mety. Sk³adam siê w ostatni zakrêt i... Uderzam w jad±ce z naprzeciwka auto. Co robi samochód jad±cy w kierunku finiszuj±cych kolarzy na ostatnich 100 metrach przed met±? Có¿, wed³ug organizatora wy¶cigu, zgodnie z regulaminem zawodów, ma on prawo tam byæ.
Faktycznie, moja wina. Ca³a sprawa ma jeszcze swój dalszy ci±g, ale sposób jej za³atwienia przez Urz±d Miejski w Aleksandrowie £ódzkim jest zbyt ¿enuj±cy by go tutaj zamieszczaæ. Z Aleksandrowa wyje¿d¿am potrójnie rozczarowany: utrat± du¿ej szansy na dobry wynik sportowy, zniszczeniami w sprzêcie oraz postaw± niektórych osób (powtarzam niektórych) odpowiedzialnych za organizacjê zawodów. Powy¿sze czynniki wp³ywaj± na zmianê planów w tym sezonie – g³ównym celem staje siê
zwyciêstwo w cyklu wielkopolskich maratonów MTB.

Koniec czê¶ci 2.

tekst:Dawid Marosz