Podsumowanie sezonu, czê¶æ III
Dodane przez thomson dnia 16 grudzie 2012 21:17:50
Kolejna czê¶æ podsumowania sezonu autorstwa Dawida Marosza:

16 czerwca.
S± starty, które planuje siê od pocz±tku sezonu. S± te¿ takie, których nie planuje siê wcale. Taki by³ nasz wyjazd do Górzna na zawody Leszczyñskie Ligi Rowerowej. Na start namówi³ mnie klubowy kolega Tomek Wachowiak. Z za³o¿enia wy¶cig w tzw. krzakach. Mówiê z za³o¿enia, bo na starcie, mimo stosunkowo niewielkiej (jak na maraton) liczby uczestników, pojawiaj± siê m.in. Mateusz Mróz czy Pawe³ Bober. „Mia³o nikogo nie byæ” - niemal z wyrzutem mówiê do Tomka...
[czytaj wiêcej]

Rozszerzona zawarto newsa
16 czerwca
S± starty, które planuje siê od pocz±tku sezonu. S± te¿ takie, których nie planuje siê wcale. Taki by³ nasz wyjazd do Górzna na zawody Leszczyñskie Ligi Rowerowej. Na start namówi³ mnie klubowy kolega Tomek Wachowiak. Z za³o¿enia wy¶cig w tzw. krzakach. Mówiê z za³o¿enia, bo na starcie, mimo stosunkowo niewielkiej (jak na maraton) liczby uczestników, pojawiaj± siê m.in. Mateusz Mróz czy Pawe³ Bober. „Mia³o nikogo nie byæ” - niemal z wyrzutem mówiê do Tomka.
Wybrali¶my rywalizacjê na najd³u¿szym dystansie, ale startujemy razem z MINI, wiêc i tak jest zamieszanie. Na pocz±tku nie mogê siê odnale¼æ i chwilê trwa, zanim przedzieram siê do „czuba”.



Podjazd i trochê g³êbokiego piachu wyja¶niaj± sprawê – zostaje mo¿e kilkunastoosobowa grupa, która z czasem jeszcze bardziej topnieje. Czêsto biorê na siebie ciê¿ar prowadzenia, chocia¿ zdajê sobie sprawê, ¿e za plecami mam teoretycznie du¿o silniejszych rywali. Pierwszy powa¿ny atak nastêpuje na d³ugim, sztywnym podje¼dzie.



Tego dnia jest bardzo gor±co ale staraj±c siê nie straciæ kontaktu z czo³ówk±, czujê jak oblewa mnie zimny pot. Dostajê dreszczy i muszê odpu¶ciæ. Kiedy objawy „zagotowania” ustêpuj±, puszczam siê w pogoñ. W pewnym sensie ku mojemu zaskoczeniu, udaje siê. Ale na krótko. Liderzy podkrêcaj± tempo i jest to ostatni raz kiedy widzê ich na trasie tego wy¶cigu. Za mn± jedzie Tomek. Zwalniam na moment, ¿eby doszed³. Jedziemy razem, wspó³pracujemy. Jednak Tomka dopada kryzys.



Na d³ugiej prostej widzê, ¿e zaczyna nas doganiaæ jaka¶ grupka. Decydujê siê podkrêciæ tempo i samotnie pokonaæ ostatnie kilometry. Koñczê tu¿ poza podium.

23 czerwca
Do dzisiaj pamiêtam mój pierwszy start w Kobylnicy (zamierzch³e czasy:). Dosta³em wtedy dubla (na 8 km pêtli !!!) i by³em ¶wiadkiem makabrycznie wygl±daj±cego wypadku. Nie zrazi³o mnie to jednak i od kliku lat uczestniczê w ¶ciganiu na tej trasie. Taktyka – przejechaæ w peletonie, ewentualnie poszukaæ szansy pod koniec, bo nastêpnego dnia wa¿ny dla mnie start w Wyrzysku. Ruszamy.



Staram siê trzymaæ z przodu. Nie jest to ³atwe, bo co chwila kto¶ atakuje i tworz± siê poci±gi, raz po prawej, raz po lewej stronie. Tempo mocno szarpane. Szybko ucieka trójka zawodników. W zasadniczej grupie nie ma chêtnych do zorganizowanej pogoni. Za to s± kolejne ataki. Nawet nieco asekuracyjna jazda kosztuje du¿o, bo wci±¿ trzeba „spawaæ”. Finisz praktycznie po p³askim.



Idziemy ³aw±. Walka staje siê bardzo zaciêta. Kto¶ prawie spycha mnie na trawiaste pobocze. Odpuszczam. Jak na przetarcie przed jutrzejszym wy¶cigiem, to by³o a¿ za dobrze.

24 czerwca
Do Wyrzyska jadê z nastawieniem na walkê o odzyskanie pozycji lidera w mojej kategorii na krótkim dystansie. Rower jak zwykle nie do koñca przygotowany, ale za to samopoczucie dobre.
Trochê za daleko ustawiam siê na starcie i muszê znowu goniæ. A jest kogo, bo na czele tempo nadaj± Sebastian i Sylwester Swat. Pocz±tek prowadzi szerokim asfaltem pod górê. Podjazd jest stosunkowo d³ugi i ju¿ tutaj nastêpuje mocna selekcja. „Noga podaje” wiêc nie mam problemu z przeskoczeniem na pocz±tek grupy.



Krótki zjazd i kolejny podjazd. Ju¿ tylko nieliczni utrzymuj± tempo. Znów do¶æ szybki zjazd, ostry zakrêt i ostatni odcinek asfaltu – kolejny, sztywny podjazd. Jadê na 3 pozycji, ale wje¿d¿amy w las i „Swaty” zaczynaj± mi odje¿d¿aæ. Nie staram siê trzymaæ ich tempa bo wiem jak to mo¿e siê skoñczyæ. Tracê jeszcze dwie pozycje, ale za mn± widzê tylko Wojtka Czeterboka. Trasa wiedzie ca³y czas pod górê, malowniczym le¶nym traktem. Po kilku kilometrach wyje¿d¿amy na bardziej otwart± przestrzeñ. Ró¿nice zarówno do rywali znajduj±cych siê z przodu jak i z ty³u s± ju¿ spore.
Trzymamy równe, mocne tempo. Motywacja jest du¿a, bo walczê nie tylko o miejsce, ale te¿ o czas do generalki. Praktycznie do koñca jedziemy razem. Przekraczam liniê mety i czekam na przyjazd klubowych kolegów i... mojego g³ównego rywala w walce o zwyciêstwo w cyklu. Jest dobrze. Jednak dopiero Radek Jaskulski u¶wiadamia mi, ¿e wygra³em swoj± kategoriê wiekow±. On zreszt± te¿. Dwa zwyciêstwa dla klubu w jeden dzieñ. Nie¼le :D

30 czerwca
Nic tak nie motywuje do startu jak... poprzedni dobry start. Do tego jeszcze wy¶cig, który teoretycznie nie powinien mi „le¿eæ”, a jednak mi pasuje, czyli Kleszczewo. P³asko jak po stole, plus dwa przejazdy wiaduktami nad autostrad±. Obsada wy¶cigu niezbyt liczna, czyli od pocz±tku trzeba uwa¿aæ.



Praktycznie od razu id± ataki. Nie ma na co czekaæ. Doje¿d¿am do kilkuosobowej ucieczki. Zaraz za mn± dochodz± te¿ koledzy z ekipy TVG: Filip Naskrêt i Robert ¯mudzin. Poprawiaj±. Widzê szansê i te¿ dajê mocn± zmianê. Udaje nam siê oderwaæ. Nie ma wiatru wiêc mo¿na jechaæ w miarê równo. Szybko umawiamy siê na wspó³pracê, bez czarowania – liczniejsza grupa wci±¿ jest blisko.
Jedziemy po krótkich zmianach, ca³y czas w okolicach 43-45 km/h. Filip jest najmocniejszy z naszej trójki, ci±gle podkrêca tempo. Robert ma problemy (skutek niedawnego urazu, po którym nie doszed³ jeszcze do siebie), czasem opuszcza zmianê, ale widaæ, ¿e daje z siebie maksa.
W drugiej czê¶ci dystansu nasze tempo nieznacznie spada. Jednak pogoni ju¿ nie widaæ. Musimy mieæ dobr± minutê, mo¿e pó³torej, przewagi. Jest gor±co, tracê du¿o wody. Czekam na pojawienie siê pierwszych skurczy. Do mety ju¿ blisko. Wygra kto¶ z naszej trójki. Filip decyduje siê na odjazd. Zachowa³ najwiêcej si³, poza tym jest praktycznie specjalist± od ucieczek. Nie mam problemu z odskoczeniem Robertowi. I tak cud, ¿e w takim stanie da³ radê. Po 60-kilometrowej ucieczce ze ¶redni± ponad 42 km/h jestem drugi na kresce.



P.S. Zdjêcie z ubieg³ego roku bo z „pewnych wzglêdów” nie mog³em tu mieæ przedniego karbona DURA-ACE (wyja¶nienie dla tych bardziej dociekliwych).

1 lipca
Skwar, upa³ i ¿ar lej±cy siê z nieba. Zamiast odpoczywaæ po ubieg³odniowym ciê¿kim wy¶cigu, wybra³em siê, za namow± kolegi Radka Jaskulskiego, na XC do Mosiny. Jak to na XC przysta³o - „lufa” od startu, a ja zaczynam w my¶lach powtarzaæ: „po co, po co?”.



Pod koniec pierwszej rundy zaczyna mnie powoli „odtykaæ”. Odnajdujê rytm i przeskakujê kilka pozycji do przodu. Mam jednak problemy z koncentracj± i pope³niam mnóstwo b³êdów. Jeden z nich koñczy siê lotem przez kierownicê, na szczê¶cie w g³êboki piach.



Ostatnie rundy. Czujê, ¿e nie zdo³a³em siê zbytnio zregenerowaæ po wczorajszym. Wreszcie koniec. Wynik taki sobie ale nawet najgorszy wy¶cig jest podobno lepszy od najlepszego treningu.

8 lipca
B³êkitna Pêtla czyli szosowy wy¶cig u siebie. No mo¿e nie do koñca, bo ze wzglêdów
logistycznych omijamy Gniezno. W tym roku powrót do pierwotnej rundy, jednak start i meta przesuniête do Strzy¿ewa Ko¶cielnego. Sam wy¶cig nie jest zaliczany do ¿adnego cyklu, ale posiada atut w postaci niezwykle urozmaiconej trasy. Meta na szczycie krótkiego, ale za to sztywnego podjazdu. Niebawem po starcie samotnie ucieka Filip Naskrêt. Chcê ruszyæ za nim, ale wydaje mi siê, ¿e jeszcze za wcze¶nie. W grupie nikt pocz±tkowo nie reaguje i lider do¶æ szybko powiêksza swoj± przewagê.



Wje¿d¿amy na drug± rundê. Nie ma na co czekaæ. Staram siê zorganizowaæ jak±¶ pogoñ. S± chêtni, ale teraz wszyscy siê pilnuj±. Szarpiê kilka razy - bez efektu. Muszê na chwilê odpu¶ciæ. Teraz jednak id± kolejne ataki, ju¿ beze mnie. Nic nie uk³ada siê po mojej my¶li. Trasa jest jednak wymagaj±ca i uciekinierzy opadaj± z si³. Zasadnicza grupa zaczyna odrabiaæ. Na ostatniej rundzie przed nami jest ju¿ tylko Filip. Wykorzystujê najd³u¿szy podjazd by znów skoczyæ. Nie pamiêtam, który to ju¿ dzisiaj raz :) Tym razem skutecznie. Za mn± odrywa siê jeszcze czwórka. Doje¿d¿aj± i mijaj± mnie. Wskakujê na ko³o ostatniego ale czujê, ¿e zaraz nie wytrzymam tempa. B³yskawicznie oddalamy siê od reszty. Zmiana, zmiana, zmiana... Kto¶ mnie popêdza, jednak po tylu próbach ucieczki nogi mam jak z waty. Nie ma szans na dogonienie lidera, nas te¿ ju¿ nikt nie dogoni. Zbli¿amy siê do mety. Jadê z przodu ale nie jestem w stanie zareagowaæ na atak. Mimo to rzucam siê do sprintu pod górê.



Nogi gwa³townie protestuj±. Ca³kowite „odciêcie” dos³ownie na ostatnich metrach.
Z jednej strony trochê ¿al, bo zabrak³o kilku kilometrów by dogoniæ Filipa, z drugiej strony wiem, ¿e zrobi³em wszystko co mog³em. Zawa¿y³ b³±d taktyczny na pocz±tku wy¶cigu. Miejsce niez³e, dodatkowo podium w kategorii.

15 lipca
Warto wystartowaæ w TDP Amatorów, poniewa¿ mo¿na:
– zobaczyæ najpiêkniejsze polskie góry,
– przekazaæ pieni±dze na szczytny cel,
– byæ dopingowanym przez licznie zgromadzonych kibiców,
– przejechaæ doskonale zabezpieczon±, wymagaj±ca i malownicz± tras±,
– na której tego samego dnia bêd± rywalizowaæ najwiêksze ¶wiatowe s³awy kolarstwa.
Impreza ta ma te¿ wady, a w³a¶ciwie wadê - du¿a liczba uczestników o bardzo ró¿nym poziomie sportowym, co w po³±czeniu z formu³± zawodów praktycznie wyklucza bezpo¶redni± rywalizacjê.
Dzieñ przed wy¶cigiem wybieram siê na trening z Radkiem Lonk±, który przyjecha³ tutaj po drugie z rzêdu zwyciêstwo. Podczas treningu psuje siê pogoda i na kwaterê zaje¿d¿am ca³kowicie przemoczony i zziêbniêty. Oby podczas wy¶cigu nie pada³o, bo bêdzie masakra na zjazdach.
Dzieñ wy¶cigu: przyje¿d¿am do¶æ pó¼no (w pewnym sensie ju¿ tradycyjnie) i dostajê siê dopiero do (chyba) pi±tego sektora. Niby bez znaczenia, bo liczy siê czas netto, ale nie do koñca. Start honorowy od Bukowiny Tatrzañskiej w dó³ do Poronina. Start ostry i praktycznie od razu podjazd pod Z±b. Pocz±tkowe kilometry to nieustanne przedzieranie siê przez t³um uczestników. Momentami jest tak „gêsto”, ¿e trudno utrzymaæ w³asny rytm.



Tu¿ przed koñcem podjazdu „rozja¶nia siê”. Na pierwszym zje¼dzie mocno asekuracyjnie. Wyp³aszczenie i doganiam grupkê, która uformowa³a siê z przodu. Przed nami jest jeszcze pewnie kilka takich grup, ale w wiêkszo¶ci zawodnicy ci wystartowali nieco wcze¶niej. Jedzie tu kilku niez³ych górali, którzy atakuj± na kolejnych podjazdach. Mniej wiêcej w po³owie dystansu nasza grupa pêka. Próbujê jeszcze przeskoczyæ do nastêpnej, któr± widzê z przodu, ale znowu s± zjazdy, a tam nieco tracê. Teraz przejazd przez „Zakopiankê” i os³awiony podjazd w Gliczarowie. Tu¿ przed najtrudniejszym odcinkiem doganiam Bartka Bejma, który startowa³ w bli¿szego sektora. Zaczyna siê pierwsza „¶cianka”.



Bartek strasznie siê mêczy, chyba ma za twarde prze³o¿enia. Wrzucam co mam najl¿ejszego, czyli 39/28. Prêdko¶æ spada poni¿ej 10 km/h a têtno b³yskawicznie zbli¿a siê do maksymalnego. Powtarzam w my¶lach, ¿e to tylko kawa³ek, ¿e podje¿d¿a³em ju¿ tutaj kilkakrotnie. Jednak gdy po ka¿dym naci¶niêciu na peda³y rower praktycznie zatrzymuje siê w miejscu, pokusa by zej¶æ z siode³ka jest ogromna. Na chwilê robi siê bardziej „p³asko” i kolejna ponad 20% ¶ciana.



To praktycznie nie jest jazda, tylko przesuwanie roweru po asfalcie. Te kilkadziesi±t metrów ci±gnie siê w nieskoñczono¶æ. Znów siê wyp³aszcza i mogê korzystaæ z twardszych prze³o¿eñ. Jeszcze tylko jeden mniejszy podjazd i kolej na zjazdy. Przede mn± ostatnia trudno¶æ – d³ugi podjazd do ronda w Bukowinie Tatrzañskiej. Podobnie jak przed rokiem, dopada mnie tam kryzys. Wiem, ¿e powinienem narzuciæ mocniejsze tempo na tych ostatnich 2 kilometrach, ale zmêczenie wygrywa z wol± walki.



Doje¿d¿am z przyzwoitym jak na mnie czasem ale miejsce poni¿ej oczekiwañ. To znak, ¿e poziom tej imprezy z roku na rok wyra¼nie siê podnosi. Po wy¶cigu wracam „na Gliczarów”, aby przygl±daæ siê rywalizacji czo³ówki ¶wiatowego peletonu. W perspektywie ca³y tydzieñ bez wsiadania na rower.

22 lipca
Wracaj±c w sobotê wieczorem do domu, po tygodniu spêdzonym na pieszych wycieczkach po Tatrach, zastanawia³em siê czy w ogóle startowaæ w niedzielnym wy¶cigu w W±growcu. Organizm mo¿e zareagowaæ ró¿nie na tak± zmianê rytmu. Z drugiej strony co mo¿e siê staæ? Najwy¿ej przewiozê siê w peletonie. Przerzucam ciuchy z jednej torby do drugiej i jadê.
W³odarze W±growca robi± naprawdê du¿o, by z roku na rok impreza zyskiwa³a na presti¿u. Trasa w ca³o¶ci zlokalizowana w mie¶cie, start i meta przy rynku. S³u¿by obstawiaj±ce wy¶cig robi± co mog±, ale i tak musimy w niektórych miejscach liczyæ siê z ryzykiem (minimalnego ale jednak) ruchu ulicznego.



Zaraz po starcie ucieka dwójka. Nie mam zamiaru jechaæ aktywnie w tej fazie, wiêc czekam na rozwój sytuacji. Poza tym to zawodnicy z m³odszej kategorii. Ale spokoju w peletonie nie ma. Wiele prób ataku, po których tempo gwa³townie ro¶nie, a nastêpnie mocno spada. To sprzyja uciekaj±cym, którzy buduj± znaczn± przewagê. Czujê siê dobrze, wiêc zaczynam pokazywaæ siê z przodu grupy. Znów kto¶ decyduje siê na ucieczkê. Doje¿d¿am bêd±c przekonanym, ¿e reszta za chwilê zrobi to samo. Nic takiego jednak siê nie dzieje. Kolega z ucieczki zachêca mnie do wspó³pracy. Jako¶ nie mam wiary w powodzenie tej akcji, ale dajê kilka zmian. W peletonie najwyra¼niej nikt nie ma ochoty podyktowaæ mocnego tempa. Za to odrywa siê kolejny zawodnik nas dogania. Krótka rozmowa i jest decyzja - uciekamy w trójkê. Dopiero teraz peleton próbuje goniæ, ale nie ma tam wystarczaj±cej determinacji. My za to jedziemy równo i mocno. Na ostatniej rundzie opadam z si³. Oszczêdzam siê na zmianach, ¿eby nie odpa¶æ. Nawet nie próbujê finiszowaæ. I tak z planów „przejechania” wy¶cigu wysz³a ucieczka i najni¿sze miejsce na podium. Teraz w koñcu mogê odpocz±æ po urlopie :)

28 lipca
To ju¿ moja druga w tym roku wizyta w Brodnicy. Tym razem wy¶cig ze startu wspólnego. Na pêtli jeden do¶æ d³ugi podjazd, szkoda tylko, ¿e ju¿ za met±. Mimo ¿e startujemy pó¼nym popo³udniem, temperatura oscyluje w okolicach 35 stopni. Samo wyci±ganie roweru z baga¿nika powoduje, ¿e jestem zlany potem. Z drugiej strony chyba lepiej tak ni¿ w ulewie. Tym razem za³o¿enie inne ni¿ w poprzednim tygodniu- nastawiam siê na walkê. Tak na marginesie, rzadko trzymam siê za³o¿eñ, ale pracujê nad tym :)



Mimo upa³u jedzie mi siê dobrze. Na podje¼dzie idzie nadspodziewanie lekko, swobodnie przechodzê na czo³o i zmuszam grupê do podkrêcania tempa. Gdy pojawia siê okazja do ucieczki, zabieram siê. Niemal od razu widzê, ¿e nic z tego nie bêdzie. Jeden ogl±da siê na drugiego, inny zamiast daæ zmianê – ucieka; kto¶ tam krzyczy ¿eby jechaæ, ale sam wychodzi mo¿e na kilka sekund i zaraz chowa siê z ty³u. Reszta peletonu kasuje nas. Id± kolejne odjazdy, kiedy ³apiê oddech z ty³u grupy. Czujê, ¿e szansa na dobry wynik oddala siê. Znów ten d³ugi podjazd. Nie ma na co czekaæ. Atakujê i odje¿d¿am. Po chwili dochodzi do mnie dwójka. Dajemy krótkie zmiany i doganiamy czo³ow± grupê. Wiêkszo¶æ z uciekinierów jest ju¿ ujechana i nie wytrzymuje naszego tempa. Odrywamy siê ma³± grupk±. Jest nas sze¶ciu, potem piêciu, w koñcu zostaje czterech. Nie wszyscy pracuj± solidnie, ale ³udzê siê, ¿e to brak si³ a nie cwaniactwo. Do koñca wy¶cigu jeszcze sporo kilometrów. Nasze tempo jest na tyle dobre, ¿e stopniowo zyskujemy bezpieczn± przewagê.



Finisz jest praktycznie po p³askim, wiêc nie mogê czekaæ do koñca. Ruszam na przedostatniej prostej. Ogl±dam siê. Kolega, który dawa³ najs³absze zmiany jednak kalkulowa³, bo wytrzyma³ mój atak i siedzi mi na kole. Trudno. Na ostatnim zakrêcie wychodzi mi zza pleców. Próbujê przez chwilê goniæ ale nie jestem w stanie siê zbli¿yæ. Wyprzedza mnie jeszcze drugi ze wspó³towarzyszy ucieczki.



Jestem trzeci open na kresce, drugie miejsce w kategorii. Trochê szkoda, bo do zwyciêstwa zabrak³o bardzo niewiele.

4 sierpnia
Który to ju¿ raz w tym roku przeje¿d¿am przez £ód¼? Tym razem Tuszyn i Super Puchar Polski Masters. Wracaj±c my¶lami do tego wy¶cigu, stwierdzam, ¿e niewiele zapamiêta³em.



Poza kilkoma hopkami, trasa p³aska. Pomimo sporego dystansu do przejechania, tempo mocne od samego pocz±tku. Nawet jazda w peletonie kosztuje mnie sporo si³. To zdecydowanie nie jest mój dzieñ. Na koniec próba d³ugiego finiszu, który szybko wysysa si³y z nóg. Na kilkadziesi±t metrów przed kresk± nie mam ju¿ z czego zakrêciæ. Przeje¿d¿am metê gdzie¶ w ¶rodku stawki. Zastanawiam siê czego zabrak³o bardziej: si³ czy determinacji? Trzeba szybko wyci±gn±æ wnioski, bo kolejny wa¿ny start ju¿ w przysz³ym tygodniu.

Koniec cz.3

tekst:Dawid Marosz