Podsumowanie sezonu, czê¶æ IV ostatnia
Dodane przez thomson dnia 12 stycze 2013 16:13:09
Kolejna czê¶æ podsumowania sezonu autorstwa Dawida Marosza:

12 sierpnia
Nadszed³ czas by wkroczyæ w druga po³owê zmagañ w GP Wielkopolski w maratonach MTB. Ponownie Suchy Las – w maju ¶ciga³em siê tu na szosie. Aura sprzyja, nastroje dobre. Na tym etapie zmagañ nastawiam siê g³ównie na generalkê. Plan to pilnowaæ najgro¼niejszego rywala. Po raz kolejny ustawiam siê ¼le na starcie...
[czytaj wiêcej]

Rozszerzona zawarto newsa
12 sierpnia
Nadszed³ czas by wkroczyæ w druga po³owê zmagañ w Grand Prix Wielkopolski w maratonach MTB. Ponownie Suchy Las – w maju ¶ciga³em siê tu na szosie. Aura sprzyja, nastroje dobre. Na tym etapie zmagañ nastawiam siê g³ównie na generalkê. Plan to pilnowaæ najgro¼niejszego rywala. Po raz kolejny ustawiam siê ¼le na starcie (mam nadziejê, ¿e w przysz³ym roku pojawi± siê sektory na obu dystansach). Na szczê¶cie jest runda rozjazdowa szerok±, asfaltow± drog± i mam czas przepchn±æ siê do przodu. Na podje¼dzie, który znam z pêtli wy¶cigu szosowego, kto¶ jad±cy na prze³aju próbuje odjechaæ. Rzucam siê w pogoñ, maj±c nadziejê, ¿e ju¿ tutaj uda siê oderwaæ ma³± grup±, ale nic takiego siê nie dzieje. Wje¿d¿amy w teren i dajê siê wyprzedziæ sporej liczbie rywali. Poprzedniego dnia pada³o i przejazd przez teren poligonu jest do¶æ wyczerpuj±cy. Co gorsza mam spor± stratê do liderów. Gdy ponownie wyje¿d¿amy na asfalt, widzê czo³ow± grupê kilkadziesi±t metrów przed sob±. Zbieram siê w sobie i po krótkiej, intensywnej pogoni doje¿d¿am. Teraz minuta, mo¿e dwie odpoczynku na kole i znów wpadamy na mokre, le¶ne ¶cie¿ki. Pilnujemy siê. My¶lê, ¿e wszystko rozegra siê na finiszu. Jednak jest inaczej. Gdy do mety jest ju¿ blisko, na zje¼dzie atakuje Filip Niewiada. Zna ten teren jak w³asn± kieszeñ co nie jest w tym przypadku bez znaczenia. B³yskawicznie tracê kilkadziesi±t metrów. Na piaszczystym odcinku trochê odrabiam, ale strata jest zbyt du¿a.



Wyje¿d¿am z lasu staraj±c siê omin±æ potê¿n± ka³u¿ê i widzê, ¿e kto¶ wsiada na rower po kraksie. To Filip. Rozpoczynamy sprint na ostatnich metrach. Mijam le¿±ce na drodze siode³ko z u³aman± sztyc±. Co siê tu dzia³o? :) Mimo wcze¶niejszego upadku mój przeciwnik jest minimalnie szybszy. Ale za³o¿enie przedstartowe zrealizowane – zachowa³em prowadzenie w generalce.

19 sierpnia
Wielkie zagubienie tu¿ po starcie i przejazd polem kukurydzy czyli Wa³cz. Ale od pocz±tku. Ekipa klubowa w licznym sk³adzie, bo oprócz mnie Darek £ukasiewicz, Radek Jaskulski i Tomek Wachowiak + Paulina Cabanek :) oraz Marek i Kamil Makowscy. Znów tak nielubiany przeze mnie upa³. Taktyka – zdobyæ przynajmniej kilka sekund nad moim g³ównym rywalem. Naprawdê nie przypuszcza³em, ¿e walka na MINI u Gogola bêdzie tak zaciêta.
Start i pêdzimy w tumanach kurzu piaszczyst± drog±. Co¶ mi tu nie gra, bo przed wy¶cigiem przejecha³em pocz±tek i trasa chyba gdzie¶ skrêca³a. Niektórzy z zawodników zaczynaj± hamowaæ, ogl±daæ siê, co¶ krzycz±. Reszta jednak gna do przodu. Po przejechaniu oko³o 3 kilometrów strza³ki doprowadzaj± nas znowu na start. Okazuje siê, ¿e pojechali¶my pêtlê wy¶cigu dla najm³odszych uczestników. Po prostu kto¶ z obstawy trasy nie wskaza³ na czas drogi zawodnikom a strza³ki ustawione przez organizatora w obu kierunkach mog³y zmyliæ. W wyniku tego zaj¶cia zawodnicy z czo³ówki z ponad 6-minutow± strat± i nadrobionymi kilkoma kilometrami wje¿d¿aj± na w³a¶ciw± trasê.
My¶lê, ¿e ju¿ po wy¶cigu ale nigdy nic nie wiadomo. Jedziemy z Tomkiem w grupce, któr± prowadzi Bartek Bejm. Jest te¿ Filip Niewiada. Jest jak mój cieñ i pewnie to samo my¶li o mnie. Szybko zaczynamy doganiaæ ty³y grupy, która pojecha³a w³a¶ciw± tras±. Niby jest gdzie wyprzedzaæ ale i tak robi siê zamieszanie. Nasza grupa dzieli siê. Skupiam siê na pilnowaniu Filipa, ca³y czas maj± z ty³u g³owy my¶l, ¿e i tak nie bêdzie istotnych punktów do klasyfikacji koñcowej. W koñcu doganiam i wyprzedzam Darka. ¦cie¿ka prowadzi teraz przez pole kukurydzy i jest do¶æ zdradliwa. Na jednym z zakrêtów mijam Marka, który wypad³ z trasy. Zaraz pó¼niej dopada mnie pech. S³oma czy trawa wkrêcona w kasetê praktycznie uniemo¿liwia mi jazdê na najdogodniejszych prze³o¿eniach. Zauwa¿a to Filip i próbuje uciekaæ. Goniê za nim na przeskakuj±cym ³añcuchu, czekaj±c a¿ tryby siê oczyszcz±. W koñcu siê udaje a strata na szczê¶cie jest do odrobienia. Znów jedziemy ma³± grupk±, ale na stromym podje¼dzie Filip znów odskakuje. Mam ma³y kryzys i chwilê trwa zanim wracam do dobrego tempa. Po kilku kilometrach doganiam jak±¶ grupê. Jedzie w niej... Filip. Zabawa zaczyna siê od pocz±tku. Teraz to ja próbujê odskoczyæ. Czê¶ciowo siê udaje, ale kilku rywali wci±¿ mam za plecami. Ostatnie kilkaset metrów, atakuje Filip. My¶lê o stracie z pocz±tku wy¶cigu, której na pewno w ca³o¶ci nie odrobili¶my. Odpuszczam. Tym samym pope³niam b³±d. Dlaczego? Po wy¶cigu zostaj± zg³oszone protesty. Sêdziowie (w porozumieniu z organizatorem) uznaj± je. Jestem drugi w kategorii (niby fajnie), ale tracê klika cennych sekund, które mia³em odrabiaæ. Wstyd przyznaæ, ale przekalkulowa³em. Analizuj±c wyniki stwierdzam, ¿e je¶li nie wygram ostatnich edycji (najlepiej ze spor± przewag±), to mogê po¿egnaæ siê z wygran± w ca³ym cyklu.

8 wrze¶nia
Nie pierwszy raz Radek mi to robi: namawia na wy¶cig, na który potem nie mo¿e jechaæ :) Tak by³o te¿ z kryterium w Luboniu. Impreza typowo amatorska, tak mi siê przynajmniej wydaje. Przyda siê ma³e „przepalenie” przed wa¿nym, jutrzejszym startem. Na miejscu okazuje siê, ¿e ³atwo na pewno nie bêdzie. „Mia³o nikogo nie byæ” a tymczasem: Mateusz Mróz, Mateusz Rybczyñski, Micha³ Górniak oraz Przemek Wegner i inni z Garchemu. Bêdzie siê dzia³o.
Ruszamy po pêtli wytyczonej osiedlowymi uliczkami prowadzeni przez policyjny motocykl. Pierwsza runda jest spokojna nie licz±c zrywu tuz po starcie. Na chwilê opuszczam g³owê i s³yszê huk przewracanych barierek ochronnych. Dziwne, bo a¿ tak nie wieje. Chwilê trwa zanim dociera do mnie co widzê. Przyczyn± zamieszania jest policjant na motocyklu, który zamiast skrêciæ, wjecha³ prosto w barierkê. Jedziemy dalej, a organizator wypuszcza przed nas samochód na kolejnej rundzie.



Wkrótce nastêpuje atak i nasza grupa dzieli siê. Jadê w drugiej grupie próbuj±c goniæ, ale tempo liderów jest bardzo mocne. Na tyle mocne, ¿e od czo³ówki odpada kilku zawodników, w tym Mateusz Rybczyñski, których doganiamy. Z przodu zostali ju¿ tylko Mateusz Mróz i Micha³ Górniak i to oni powalcz± o zwyciêstwo. Mimo ¿e nie mam finiszu, próbujê za³apaæ siê na podium. Niestety brakuje mi szybko¶ci. Trochê szkoda, ale my¶lami jestem ju¿ w Kole.

9 wrze¶nia
Do Ko³a jadê z postanowieniem: ¿adnych kalkulacji. Je¶li mam wygraæ generalkê u Gogola, to muszê tutaj wygraæ ze spor± przewag± nad Filipem. Porz±dnie siê rozgrzewam i pilnujê by mieæ dobre miejsce w sektorze. Startuje z nami Radek Tec³aw, który po przerwie wraca do ¶cigania. Bêdzie kogo goniæ, przynajmniej przez jaki¶ czas :) Ruszamy.



Trzymam siê blisko czuba staraj±c chowaæ siê przed wiatrem. Tempo bardzo mocne od pocz±tku. Widzê jak Tecek przesuwa siê do przodu i jeszcze podkrêca. Odrywa siê ma³a grupka. Staram siê dospawaæ maj±c nadziejê, ¿e Filip zostanie gdzie¶ z ty³u. Po krótkiej pogoni jestem w grupie liderów, ale co¶ jest nie tak. Jad±cy na przedzie gwa³townie hamuj±. Cudem udaje mi siê unikn±æ kraksy. Okazuje siê, ¿e prowadz±cy nas motocyklista pomyli³ trasê i zawraca. To jaki¶ koszmar, my¶lê, szukaj±c wzrokiem „wiadomo kogo”. Na szczê¶cie strata nie jest zbyt du¿a, co¶ w okolicach 500 metrów. Wracamy na w³a¶ciw± trasê wbijaj±c siê w „t³um” s³abszych zawodników. W tym zamieszaniu nie widzê ju¿ najgro¼niejszych rywali. Wyprzedzam krzycz±c ci±gle: „prawa moja, lewa moja, ¶rodek”. W koñcu wyje¿d¿amy na bardziej odkryty i pofa³dowany teren. Jest zdecydowanie „lu¼niej” i wyprzedzam kolejnych zawodników. Znów jestem w „mojej” grupie. Po p³askim pocz±tku, trasa robi siê bardziej wymagaj±ca. Mam dobry rytm i zaczynam narzucaæ tempo. W pewnym momencie orientujê siê, ¿e zyska³em ma³± przewagê. Decyzja mo¿e byæ tylko
jedna – atakujê. Doje¿d¿am do miejsca gdzie droga zakrêca na wiadukt. Na górze jest ju¿ kto¶ w stroju Hondy – to musi byæ Przemys³aw Miko³ajczyk. Po chwili sam ju¿ jestem na poje¼dzie. Widzê st±d, ¿e Filip próbuje mnie goniæ, podobnie jak reszta grupy. Raz po raz sprawdzam co dzieje siê za moimi plecami. Kto¶ odskakuje od grupy i mnie dogania. To Marcin Dopiera³a. Po chwili jedziemy ju¿ razem, co najwa¿niejsze, powiêkszaj±c przewagê nad reszt±. Mamy dobre tempo i doganiamy Przemka, który straci³ trochê czasu myl±c drogê. Teraz jedziemy jeszcze szybciej. Za nami nie widaæ ju¿ nikogo. Trzeba tylko uwa¿aæ na strzelaj±ce spod kó³ ga³êzie. Jedna z nich pechowo trafia Przemka w twarz, na tyle mocno, ¿e powoduje jego upadek na zje¼dzie. Znów jedziemy w dwójkê, ale Marcin szybciej ode mnie traci si³y. Koñcowe kilometry praktycznie ci±gnê go na kole. Na metê wpadamy prawie równocze¶nie. Przed nami ukoñczy³ tylko Tecek. Teraz ju¿ tylko czekam na Filipa. Jaka bêdzie przewaga? Ju¿ widzê kilkuosobow± grupê w tumanach kurzu przekraczaj±c± metê. Dwie minuty. Wystarczy. Wygra³em cykl.

16 wrze¶nia
To taki moment, kiedy my¶lê poma³u o zakoñczeniu ¶cigania w tym roku. Najwa¿niejsze starty za mn±, nie ma ju¿ takiego „ci¶nienia”. Wypada jednak pokazaæ siê w Pile, na wy¶cigu ze startu wspólnego.



Na pocz±tek runda zapoznawcza i start ostry. Jest bardzo nerwowo i czujê, ¿e to tylko kwestia czasu, nim dojdzie do kraksy. Tak te¿ siê dzieje. Przy prêdko¶ci oko³o 50 km/h kto¶ upada w samym ¶rodku peletonu. Dochodzi do potê¿nej kraksy z udzia³em co najmniej kilkunastu zawodników. Na szczê¶cie udaje mi siê wyhamowaæ i unikn±æ niebezpieczeñstwa. Odt±d jakby spokojniej, ale te¿ grupa uszczuplona. Trasa wy¶cigu jest do¶æ interwa³owa ale nie mam „nogi” ¿eby próbowaæ jakiej¶ solidnej akcji. Staram siê nie odpa¶æ z topniej±cego peletonu, przed którym jedzie kilkuosobowa ucieczka. Kilkaset metrów przed met± koñczy siê niewielki podjazd. Czujê siê w miarê dobrze na ostatniej rundzie i decydujê siê na skok. Chyba nikt siê tego nie spodziewa³, bo szybko zyskujê 30-40 metrów nad reszt±. Ale do mety jeszcze dobre kilkaset metrów i moja przewaga zaczyna topnieæ. Doganiaj± mnie na ostatnich 100 metrach. Có¿, przynajmniej próbowa³em. Mo¿e kiedy¶ siê uda :)

23 wrze¶nia
£opuchowo - czyli ostatnia edycja tegorocznego cyklu wielkopolskiego Grand Prix MTB w maratonie. W klasyfikacji generalnej mam ju¿ spokój, ale wypada siê jeszcze pokazaæ z dobrej strony na sam koniec. Na miejscu jest moja „sta³a ekipa” z bonusami w postaci m.in. Sylwestra Swata.
Ruszamy na... wystrza³ z armaty :) Pocz±tek asfaltem, trzeba uwa¿aæ, bo umiejêtno¶ci jazdy w grupie poszczególnych uczestników s± na, delikatnie mówi±c, zró¿nicowanym poziomie. Nie chcê siê uwik³aæ w jak±¶ kraksê na samym pocz±tku, wiêc przy pierwszej okazji przesuwam siê poboczem na czo³o. Teraz kawa³ek zjazdu, ostry zakrêt, ma³y podjazd i... w las. Od razu tempo zaczyna dyktowaæ Sylwester. Na jego kole utrzymuje siê tylko trójka zawodników. Jadê w drugiej, kilkuosobowej grupie. Po paru kilometrach tracimy liderów z oczu. Za nami te¿ nikogo nie widaæ.
Konfiguracja trasy nie sprzyja samotnej je¼dzie i jakiekolwiek próby rozerwania grupy nie przynosz± efektu. Mniej wiêcej w po³owie dystansu doganiamy Bartka Bejma, który nie wytrzyma³ tempa prowadz±cej grupy. Gdy do mety zostaj± dwa, mo¿e trzy kilometry, nastêpuj± ostatnie próby odjechania. Wszyscy siê jednak mocno pilnuj±. Tempo coraz szybsze. Lawiruj±c pomiêdzy ka³u¿ami, my¶lami jestem ju¿ na ostatnim asfaltowym podje¼dzie. Ale podjazd nic nie rozstrzyga, bo wszyscy zachowali sporo si³. Na finiszu jak zwykle trochê siê gubiê. Pewnie zabrak³o te¿ determinacji. Wychodzi na to, ¿e lepiej sobie radzê pod presj±.

30 wrze¶nia
Dêbówiec czyli najbardziej kameralna impreza sezonu. Ten niepozorny wy¶cig ma jednak do¶æ d³ug± tradycjê, bo odbywa siê ju¿ po raz czternasty. W tym roku bêdzie to w³a¶ciwie rywalizacja wewn±trzklubowa. Na starcie GKKG w najliczniejszym w tym sezonie sk³adzie. Dystans do przejechania 15 km.
Start na polnej ¶cie¿ce z lekkim wiatrem w plecy. Ruszamy. Po chwili mam ju¿ ponad 40 km/h na liczniku. Ogl±dam siê po 300 metrach. Za mn± jedzie Tomek Wachowiak, kawa³ek za nim Radek Jaskulski z „przyklejonym” do ko³a Kamilem Makowskim. Reszta traci ju¿ nieco wiêcej. Trzymam mocne tempo licz±c, ¿e Tomek dojedzie, ale nie chcê dopu¶ciæ do zjechania siê ca³ej czwórki. Ogl±dam siê jeszcze kilka razy i stwierdzam, ¿e Tomek zaczyna do mnie traciæ, z drugiej strony nadrabiaj±c nad Radkiem i Kamilem. Podejmujê decyzjê, ¿e jadê sam. Staram siê jechaæ równo, buduj±c bezpieczn± przewagê. Tomka widzê ju¿ tylko na d³u¿szych prostych odcinkach. Teraz walczê ju¿ tylko z czasem. Przekraczam liniê mety mieszcz±c siê w 30 minutach. Przyzwoicie. Tomek przyje¿d¿a po d³u¿szej chwili. Teraz czekamy na finiszuj±cych Radka i Kamila. Radek jest lepszy na ostatnich metrach. W ten oto sposób kolejny Dêbówiec przeszed³ do historii :) Mam tylko nadziejê, ¿e w przysz³ym roku wy¶cig bêdzie mia³ znacznie liczniejsz± obsadê.

6 pa¼dziernika
Tor Poznañ po raz drugi w sezonie 2012. To te¿ ostatni wy¶cig tego sezonu. Pogoda taka sobie, ale czego siê tu spodziewaæ w pa¼dzierniku. Za³o¿enia taktyczne: przejechaæ spokojnie w grupie i szukaæ szansy do ucieczki w drugiej po³owie dystansu.



Tyle teoria. Zaraz po starcie uciekam. Trwa to przez pó³ okr±¿enia toru i... po akcji. Jad±c w peletonie staram siê nie pogubiæ, bo jest sporo tasowania. To raczej nie mój dzieñ. Zreszt± nigdy tutaj nie pojecha³em dobrego wy¶cigu. Pogoda siê psuje, zaczyna lekko padaæ. Jest parê upadków. Ja te¿ tracê przyczepno¶æ w jednym z zakrêtów ale udaje mi siê wybroniæ. Jest zimno, wieje i pada. W my¶lach odliczam kilometry do koñca. Na szczê¶cie wy¶cig nale¿y do krótszych. Finisz po p³askim to nie moja bajka. Doje¿d¿am w zasadniczej grupie. Liczy³em na wiêcej, ale zabrak³o tym razem si³ (i trochê te¿ motywacji).

Tak oto przedstawia siê moje obszerne podsumowanie sezonu 2012. Sezonu mimo wszystko udanego, choæ w za³o¿eniach mia³o to wygl±daæ zupe³nie inaczej. Nie ma jednak co rozpamiêtywaæ. Trzeba skupiæ siê na przygotowaniach do nowego sezonu. Wbrew pozorom nie pozosta³o zbyt wiele czasu.
Z kolarskim pozdrowieniem.

tekst:Dawid Marosz