[maraton] DT4YOU MTB Maraton Oborniki – maraton godny zapamiętania
Dodane przez thomson dnia 20 maj 2014 11:34:47
DT4YOU MTB Maraton Oborniki – informacje na temat organizacji debiutanckiego maratonu w Wielkopolskich Obornikach pojawiły się w sieci dobry miesiąc przed samą imprezą. Imprezą. która odbyła się w miniony weekend tj. 17.05.2014. Co, gdzie, kiedy i jak – wszystkie niezbędne informacje napływały regularnie do potencjalnych zainteresowanych. Rzec można, iż organizator rozpoczął dobrze zakrojoną kampanię informacyjną, która miała na celu ściągnięcie jak największej liczby uczestników na swój debiutancki wyścig. Kampania, która zebrała swoje żniwo... [czytaj więcej]
Rozszerzona zawartość newsa

DT4YOU MTB Maraton Oborniki – informacje na temat organizacji debiutanckiego maratonu w Wielkopolskich Obornikach pojawiły się w sieci dobry miesiąc przed samą imprezą. Imprezą. która odbyła się w miniony weekend tj. 17.05.2014. Co, gdzie, kiedy i jak – wszystkie niezbędne informacje napływały regularnie do potencjalnych zainteresowanych. Rzec można, iż organizator rozpoczął dobrze zakrojoną kampanię informacyjną, która miała na celu ściągnięcie jak największej liczby uczestników na swój debiutancki wyścig. Kampania, która zebrała swoje żniwo...

Informacje te dotarły oczywiście do GKKG. Nie trzeba było długo czekać by pojawiła się grupka ochotników, którzy zgłosili swoją chęć udziału w Obornickim maratonie. W tym czasie nie było żadnej z zapisanych w klubowy kalendarz imprez (Gogol, Skandia), a że lubimy się ścigać i chcieliśmy poznać dziewicze tereny ziemi Obornickiej – pojechaliśmy.
Wczesnym porankiem - 17.05.2014 - grupa ekspedycyjna w składzie: Artur Lisiecki, Daniel Curul i Łukasz Wegnerski wyruszyła ku nieznanemu. Oprócz samej chęci ścigania chcieliśmy zobaczyć jak może być zorganizowany debiutancki wyścig i jak to się pokrywa z tym, o czym przez cały miesiąc informował organizator. A informował i obiecywał dużo: wydzielone dwa odrębne miejsca parkingowe; szybką i sprawną rejestrację oraz wydawanie imiennych numerów startowych; służby porządkowe i informacyjne; bufet; stoiska zakupu suplementów, odzieży, przeglądu roweru, sponsorów; prowadzący konferansjer informujący zawodników o newralgicznych punktach na trasie z dokładnością co do km(!) – to wszystko było i robiło to na uczestnikach wrażenie. Po krótkiej rozgrzewce udaliśmy się na linie startu – gdzie oczekując startu o godz. 11:00 dystansu MEGA liczącego 35 km - pojawiło się prawie 300 zawodników.



W końcu start i zakosztowanie trasy. Tu kolejna pokryta obietnica – trasa interwałowa, znakomicie oznaczona i zabezpieczona. Zaraz po kilkudziesięciometrowej asfaltowej prostej, gdzie start dzięki temu był naprawdę ostry i szybki na zawodników czekał piaszczysty odcinek, który w znakomity sposób potrafił ostudzić i wyhamować poniektórych zawodników. Na kolejnych odcinkach było podobnie, aż do dojazdu w leśne dukty.





A tam już czekały korzenie, ścieżki, podjazdy twardsze i piaszczyste, gdzie mimo wszystko trzeba było rower podprowadzać. Zjazdy łatwiejsze i trudniejsze przechodzące w singieltrack’i przebiegająca przez odcinki muld motocross’owych. Znakomite odcinki z trudnymi podjazdami, gdzie „ogień w udach” nie pozwoli ich zapomnieć, a zaraz po nich niebezpieczne zjazdy. Pięknie wykorzystany odcinek trasy, który zawodnicy pokonywali w odstępie kilkudziesięciu sekund. Był to najdłuższy podjazd na trasie, zakręt o 180 stopni i zjazd. Przy okazji tego zjazdu można było zaobserwować przeciwników, którzy, dopiero co zaczęli się wspinać na podjazd, a my mogliśmy odetchnąć, że mamy to już za sobą.
Trasa naprawdę znakomita i świetnie przygotowana min. tabliczki ilością przejechanych km oraz relacja live! z najciekawszych momentów trasy – smaczki zaskakujące bardzo pozytywnie kolarzy.
Sumując, każdy znalazł na trasie coś dla siebie. A niektórzy nawet i więcej np.: niechciany defekt sprzętu (Łukasz), który udało się naprawić w wystarczający sposób, aby wyścig ukończyć – niestety opłacone to zostało kilkoma pozycjami w dół i samego Łukasza i kolegi Marcina Walczaka z Poznania, który pomagał w naprawie.
Reprezentanci GKKG ostatecznie ukończyli wyścig w składzie, w jakim ruszyli. Trud pokonania trasy nagradzany był na mecie gromkimi oklaskami oraz świetnie wykonanymi pamiątkowymi medalami dla każdego uczestnika. Obficie przygotowany bufet pomógł uzupełnić straconą energię, a sprawne dłonie masażystek dały ulgę mięśniom łydek i ud po trudzie maratonu. Kolejny plus dla organizatorów! Nawet pogoda wstrzymała się mimo początkowego kaprysu z obfitymi opadami prawie do samego końca.



NASZE WYNIKI:
MEGA
- Łukasz Wegnerski - 23. M3 / 65. open
- Daniel Curul - 48. M3 / 134. open
- Artur Lisiecki - 18. M4 / 111. open

GALERIA ZDJĘĆ