... pozosta? niedosyt
Dodane przez thomson dnia 02 październik 2006 18:56:23
Powoli jesienne odwiedziny Spindlerowego Mlyna stają się tradycją. W tym roku wyjazd był wyjątkowo krótki. Na miejsce dotarliśmy w piątek późnym wieczorem po siedmiu godzinach w samochodzie (wliczając błądzenie i niezbędne postoje). W sobotę z samego rana po wizycie w kantorze i rozpaczliwej próbie naprawy tłumika w aucie (bez skutku) udaliśmy się na wyciąg. Na szczycie temperatura nie sprzyjała podziwianiu widoków. Pierwszy zjazd miał być standardowo lajtowo-rozpoznawczy, tym bardziej, że trasa zmieniła się trochę od naszej ostatniej wizyty. Poranna rosa i rozkopana w kilku miejscach trasa zepsuła nam i tak bardzo ciężki pierwszy zjazd. Później było już tylko lepiej. Odwiedziliśmy również drugą trasę (szlak turystyczny), która według mnie jest nieco ciekawsza od trasy pucharowej, a na pewno bardziej wymagająca pod względem kondycyjnym. Po trzecim zjeździe zjawiła się znajoma trzyosobowa ekipa z Poznania (nie zagłębiając się w szczegóły dot. pochodzenia poszczególnych raiderów. Generalnie Pozdro!). Kolejne dwa zjazdy i przerwa na „smazony syr” w knajpie pod wyciągiem. Chociaż sesja foto&video była planowana na niedzielę to na ostatni zjazd zabraliśmy aparat i kamerę, jak się później okazało była to słuszna decyzja. Wieczorem odpoczywaliśmy przy piwku i różnego rodzaju czeskich westernach w tv :] Niedziela przywitała nas niestety obfitym deszczem. Propozycje były rożne, ale kiedy dowiedzieliśmy się, że pada właściwie wszędzie zapadła decyzja o wcześniejszym powrocie. Szkoda bo był to pewnie jeden z ostatnich wyjazdów w tym sezonie, ale nie ma się co mazać, było fajnie.

Niezmiennie polecamy wszystkim Spindlerowy Mlyn jako świetne miejsce do uprawiania MTB.
Kilka fotek, które udało mi się zrobić znajdziecie w galerii.