Strona główna| O Nas| Skład ekipy| Nasze starty| Forum| Galeria| Artykuły| Kontakt
Szklarska Poręba 2007
  Gorące pozdro dla wszystkich klubowiczów.
Z niewielkim opóźnieniem, przesyłam kilka fotek z naszego wypadu do Szklarskiej Poręby.

  Po krótkich przygotowaniach skromna ekipa GKKG w składzie Bzyk wraz z żoną, Piciu oraz sympatyk GKKG z Jarocina – Piotr Pawlak, postanowiła odwiedzić stare dobre Karkonosze.
  Na wstępie wielkie podziękowania dla Thomsona, bez którego wypad byłby niemożliwy, ponieważ to dzięki niemu mieliśmy jak zamocować nasze rowerki do samochodu.
  W drogę ruszyliśmy we czwartek około godziny 10:00, po drodze zapakowaliśmy kolegę z Jarocina i po kilku godzinkach jazdy zobaczyliśmy dobrze nam już znane sylwetki karkonoskich szczytów.


  Żeby nie tracić czasu, zaraz po wyrzuceniu bagaży z auta, postanowiliśmy ochrzcić naszego kolegę, Piotra, dla którego była to pierwsza wizyta z rowerkiem w górach. Na rozgrzewkę postanowiliśmy wjechać do schroniska „Pod Łabskim Szczytem” . Dwie godzinki z małym hakiem, litry wylanego potu i udało się, wspięliśmy się pod same schronisko.

  Nie muszę chyba nikomu pisać, ze droga powrotna była znacznie przyjemniejsza i trwała dużo , dużo krócej :) Jednym słowem: koło 50km/h, rozgrzane do czerwoności tarcze hamulcowe oraz swąd palonej gumy z klocków , i po niespełna kilkunastu minutach byliśmy na dole. Kto nie zjeżdżał – gorąco zachęcam.
  Następnego dnia, z samego rana mieliśmy bardziej ambitny cel – Przełęcz Karkonoska i jakże morderczy podjazd. Z pensjonatu wyjechaliśmy koło 9 rano. Wierząc w zapewnienia Picia, który już kiedyś podjechał na Przełęcz, zakładaliśmy ze trafimy bez problemów do miejscowości Przesieka, skąd rozpoczyna się wspinaczka. Niestety orientacja w terenie albo słaba pamięć Picia sprawiły, że do Przesieki dotarliśmy po małym błądzeniu :) I zaczęło się. Ponad 7 km. podjazdu. Najpierw serpentynami przez Przesiekę, potem leśną drogą. Po 3 kilometrach dotarliśmy do parkingu, z którego rozpoczynała się najtrudniejsza część podjazdu – 4 km. asfaltowej drogi o nachyleniu stoku narciarskiego. Momentami ciężko byłoby iść a co dopiero jechać. Z mozołem mijaliśmy napisy na asfalcie odliczające kilometry do końca podjazdu. Wydawało się że każdy kilometr jest co najmniej 10 razy dłuższy. Otuchy dodawały czasami śmieszne teksty napisane farbą na asfalcie, w stylu: „ trzymaj się, zawsze może być gorzej” albo „ pozdro dla Czarka Zamany” swoją drogą ciekawe czy kiedyś podjechał pod tę piekielną górę.

  Po krwawej walce z podjazdem i piekącymi mięśniami dotarliśmy na szczyt przełęczy. Po pamiątkowych fotkach i przebraniu się w ciepła ciuchy, do przesieki dotarliśmy w kwadrans :) Znowu przypomniałem sobie jak śmierdzi paląca się guma na klockach, a w pamięci utkwił mi okrzyk Picia, który wyprzedzając mnie krzyczał że się pali :) W połowie zjazdu krótka przerwa żeby ocenić zniszczenia i sprawdzić czy mamy jeszcze czym hamować i wiksa w dół. Tym razem licznik pokazał ponad 65km/h (o czym oczywiście nie wie moja żona ;) )
  Ostatni dzień poświęciliśmy na Harrahov i mamucią skocznie. Niestety Piciu nabawił się jakiejś kontuzji, więc do naszych południowych sąsiadów pojechaliśmy we dwójkę znaczy ja i Piotr P.
  Na szczyt góry na której jest skocznia wjechaliśmy wyciągiem, żeby oszczędzić sobie czasu i zlitować się nad mięśniami płaczącymi jeszcze po Przełęczy Karkonoskiej :) Sam zjazd również nie należał do ekstra udanych – Czesi upodobali sobie pikniki na drogach zjazdowych więc trzeba było hamować, ale cóż – wejście i zajęcia miejsca Adama Małysza na rozbiegu Harrahowskiego mamuta zawsze robi wrażenie – mimo że byłem tam już cztery razy.

  W drodze powrotnej mały wyścig pod górkę do przejścia w Jakuszycach a potem już tylko rozkosz jazdy w dół po serpentynach do samej Szklarskiej Poręby.
  Na zakończenie rozrywka nierowerowa ale równie ekscytująca – park linowy w Szklarskiej – gorąco polecam.

  Podsumowując, wyjazd krótki ale bardzo udany. Słowa uznania dla mojej żony, która dzielnie znosiła nasze wyjazdy czekając cierpliwie w Szklarskiej Porębie no i dla Piotra Pawlaka – wymiatał jak mały motorek :) może na podjazdach trochę tracił moc i się krztusił ale cóż …
  Przypomnieliśmy sobie wypad sprzed czterech lat kiedy to wspólnie z Prezesem, Szafą, Matim, Thomsonem i Panem Piotrem Góralczykiem śmigaliśmy po górskich ścieżkach. Swoją drogą trzeba by kiedyś powtórzyć taki wypad większą paczką :)

Więcej zdjęć w Galerii.
autor: Bzyk
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
22.10 - Dębówiec - Rajd
     REGULAMIN
     ZAPISY
   Najnowsze wątki na Forum
   Brak nowych Postów Gogol - Łopuchowo - 25/09/2016
   Brak nowych Postów Gogol - Stęszew 28 sierpnia 2016
   Brak nowych Postów Gogol - Czerwonak 21.08.2016
   Brak nowych Postów Gogol - Suchy Las 7.08
   Brak nowych Postów Gogol - Binguga 10.07
   Wspierają nas:
SPONSORZY


PATRONI MEDIALNI


PARTNERZY
>